Homo Inquietus

Herakles, Jezus Chrystus i Lord Vader…

Posted in Czytelnia, Jarosław M. Spychała, Jarosław M. Spychała by staniszewski on 14 marca 2011

Dziękujemy serdecznie wszystkim osobom wspierającym działalność Fundacji Homo Inquietus.

Z Jarosławem Markiem Spychałą rozmawialiśmy w marcu ubiegłego roku. Jarosław M. Spychała jest filozofem,  artystą, dziennikarzem twórcą oryginalnego projektu LEGO-LOGOS (ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ) oraz Międzynarodowego Festiwalu Kultury Filozoficznej Creatio Ex Legendo TM. Na antenie radia TOK FM prowadzi cykliczną „Audycję Filozoficzną Lego-Logos”, jest również opiekunem merytorycznym w projekcie „Społeczne Warsztaty Parlamentarne Młodzi w Demokracji” oraz członkiem Stowarzyszenia Edukacji Filozoficznej PHRONESIS.

Dziś prezentujemy jego esej pt. „Herakles, Jezus Chrystus i Lord Vader na rozstajnych drogach”.

W imieniu całego Zespołu Fundacji życzę miłej lektury.

Marek Staniszewski

—————————————————————————————————————————————————–

Jarosław Marek Spychała

Jarosław Marek Spychała

 

 

Trzy postaci, odległe w czasie i rzeczywistości. Mitologiczny Herakles, historyczny Jezus Chrystus i fikcyjny Lord Vader – trzy odsłony drogi sukcesu.

Jarosław Marek Spychała

 

 

 

Herakles, Jezus Chrystus i Lord Vader na rozstajnych drogach.

Idea rozstajnych dróg, wyborów jakich dokonują Herakles, Jezus Chrystus i Lord Vader, jest w istocie echem filozoficznego sporu o naturę człowieka – czy jest on z natury dobry czy zły? Ważne w tym kontekście były również pytania o to, na ile człowiek ma wpływ na swoje życie i na ile można go z niego rozliczać; czy może ponosić konsekwencje swoich czynów lub wpływać na los, którego doświadcza. Spór ten, podobnie jak wiele innych na gruncie filozofii, jakkolwiek doczekał się wielu propozycji rozstrzygnięcia, to nigdy nie został rozstrzygnięty ostatecznie. Gwoli uchwycenia jego istoty, dynamiki warto przypomnieć tu dyskusję Ericha Fromma z Zygmuntem Freudem w kwestii natury człowieka.

Zygmunt Freud stał na stanowisku dualizmu natury ludzkiej, na którą, jego zdaniem, z jednej strony składa się instynkt życia, Eros, który wznosi człowieka ku Dobru, z drugiej, instynkt śmierci, Thanatos, który ciągnie go ku Zło. Freud utrzymywał, że człowiek jest w tej samej mierze dobry co zły, i tylko od wrodzonej siły instynktów zależy, która strona w człowieku wygra i jaki kształt ostatecznie uzyska jego osobowość. Stanowisko Freuda należy uznać za deterministyczne, które zamyka człowieka w klatce dwóch instynktów. Wszystko, co człowiek może uczynić jest jedynie balansowaniem między dobrem a złem, gdyż obie te sfery są nierozerwalnie ze sobą złączone tworząc prawdziwą naturę człowieka, któremu nigdy nie uda się być jednolitym, tylko dobrym.

Z Zygmuntem Freudem polemizował po latach Erich Fromm, który twierdził przeciwnie, że człowiek jest z natury dobry i nie ma w sobie żadnego pierwiastka zła – freudowskiego instynktu śmierci. Podkreślał, że człowiek z natury jest jednorodny, jest tylko dobry. Jeśli natomiast w dorosłym życiu jest zły, to dlatego, że staje się zły, i staje się taki nie wskutek działania wrodzonych instynktów, ale własnych wyborów, których dokonuje już od najmłodszych lat swego życia.

W rzeczywistości pomysł Fromma nie jest zupełnie nowy i ideowo sięga okresu sprzed 2500 lat temu. Wtedy to bowiem w kręgu Pitagorasa i jego uczniów narodziła się koncepcja filozofii pytającej „jak żyć należy” (βιοτεον πως), aby osiągnąć szczęście. Odpowiedź wypracowaną przez filozofów stanowił mit o Heraklesie na rozstajnych drogach, który miał praktycznie pomóc człowiekowi w wyborze drogi życiowej i osiągnięciu szczęścia, czy – jak byśmy dziś powiedzieli – sukcesu.

Mit i Heraklesie, wizja Pitagorejczyków, która za nim stała, choć jest odległa czasowo od współczesności, to wciąż zaznacza swoją kulturową bliskość, nieprzemijającą doniosłość, obecność wyczuwalną w wielu dziedzinach ludzkiego życia. I od tej wizji zaczniemy.

Herakles
Mit opowiada o dylemacie młodego Heraklesa, stojącego na rozdrożach przed koniecznością wyboru drogi, którą będzie podążał w dalszym, dorosłym życiu. Na jednej z dróg pojawia się piękna dziewczyna o imieniu Kakia (z gr. „Zła”). Zachęcała ona Heraklesa do pójścia jej drogą, obiecując łatwe, pozbawione wysiłku, usłane przyjemnościami życie – to zdaniem jest szczęście. Z drugiej strony nadchodzi skromna, uboższa urodą niewiasta o imieniu Arete (z gr. „Najdoskonalsza”, a dokładniej imię jej utworzone jest od gr. czasownika „ariskomaj”, czyli sprawiać, że ktoś lub coś staje się najdoskonalszym) i zachęca Heraklesa do wyboru swojej drogi, która nie będzie łatwa, lecz właśnie trudna, wymagająca pracy i wysiłku, ale prowadząca do szczęścia.
Herakles, jak na młodego chłopaka przystało, dokonał oczywistego wyboru – zwrócił się ku pięknej Kakii.

Miedzy kobietami dochodzi do wymiany zdań i okazuje się, że obietnice Kakii są złudne. Tym bowiem, którzy za nią podążają w próżniactwie, w wykwincie, w tłustym dobrobycie upływa im młodość, w nędzy i zaniedbaniu dożywają starości; muszą się wstydzić, kiedy pomyślą o tym, co dawniej czynili, i ciężarem przygniata ich to, co czynią obecnie. Lekko wprawdzie przewinęli się przez uciechy młodości, ale na starość zachowali dla siebie same zgryzoty. Jest to zatem pozór szczęścia. Ci zaś, którzy podążają za Arete, doznają losu przeciwnego, z przyjemnością przypominają sobie swe dawne uczynki i z prawdziwym zadowoleniem wykonują prace bieżące. A w nagrodę zdobywają doskonałą pod każdym względem szczęśliwość” (Ksenofont, Pisma Sokratyczne, II 21-33, tłum. L. Joachimowicz).

W antyku mit ten zapisywano symbolicznie pod postacią litery Y, albowiem w języku greckim litera ta nazywa się ypsylon i ma dwa ramiona, z których jedno jest szersze, a drugie węższe. Sądzono, że człowiek, podobnie jak Herakles dokonuje wyboru swojej życiowej drogi. Z jednej strony stoi przed nim otworem droga szybka i łatwa, którą podążanie nie pociąga za sobą żadnego trudu i wysiłku, jednak ostatecznie pchnie go ku nieszczęściu. To ją symbolizuje szerokie ramie litery ypsylon. Z drugiej natomiast strony otwiera się przed człowiekiem droga powolna i trudna, której przejście wymaga wiele cierpliwości i pracy, jednak jej koniec uwieńczony jest zadowoleniem i szczęściem –wąskie ramie ypsylon.

Przykład herosa miał przekonywać śmiertelnych, że każdy może osiągnąć szczęście i będzie to zawdzięczać nie przypadkowi lub woli bogów, lecz własnej pracy i wysiłkowi. A prawdziwe szczęście, zaczyna się już w momencie właściwego wyboru, tu i teraz, na tym świecie, za życia.

Jezus Chrystus
Historia życia Jezusa przedstawiona w ewangeliach jest m.in. opowieścią o świadomości wyboru, którego dokonuje Chrystus i o trwaniu w swoim postanowieniu. Esencję tego wyboru obrazuje scena kuszenia Chrystusa przez diabła. Chrystus czterdzieści dni i nocy przebywa na pustyni bez jedzenia. Przybywa do niego diabeł i kusi zachęcając głodnego: ‘Jeśli jesteś Synem Bożym powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem’. Jezus nie ulega i odpowiada: ‘Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych’” (Ewangelia Mateusza IV, 1–4).

Głód symbolizuje wszelki głód ciała, wszelkie potrzeby ciała, to co przyziemne, co przemijające, tak jak przyziemny i przemijający jest głód. Chrystus jednak trwa w słowie, we wszystkim tym, co oznacza grecki termin logos (λογος), czyli w tym, co należy do świata myśli i ducha, co przeciwstawne jest ciału i materii.

Jezus daje temu wyraz później. Widać to wyraźnie podczas kazania na górze, w którym nawiązuje do mitu Heraklesa przywołując tzw. przypowieść o wąskiej i szerokiej bramie: „Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują” (Biblia Tysiąclecia, Ewangelia Mateusza, VII 13). Chrystus poucza, że przez życie można przejść wąską bramą, czyli trudną drogą, lub bramą szeroką, czyli drogą łatwą i przestrzega ludzi, aby wybierali tę pierwszą, gdyż tylko ona prowadzi do prawdziwego życia. Obietnica szczęścia, którą daje Chrystus odnosi się jednak, w przeciwieństwie do Heraklesa, nie do życia doczesnego, tu i teraz, lecz do życia pośmiertnego, ewentualnego tam i potem.

Lord Vader
Postać filmowego Vadera, jednego z bohaterów „Gwiezdnych Wojen”, to w rzeczywistości historia rodziny Skywalkerów, ojca Anakina i jego syna Luke’a. Przeznaczenie stawia obu przed koniecznością wyboru miedzy jasną a ciemną stroną mocy – siłami, które rządzą losami galaktyki i jej mieszkańców. Obaj bohaterowie dokonują zdecydowanego wyboru – każdy jednak innego.

Pierwszy przed wyborem staje Anakin, który bojąc się o życie swojej ukochanej żony i nienarodzonego dziecka (potem okazuje się, że to bliźnięta), ulega strachowi i emocjom, chce szybko i radykalnie odsunąć zagrożenie – wybiera miecz i agresję. Strach jednak prowadzi go do ciemnej strony mocy i w konsekwencji zamiast ratować, to w amoku gniewu zabija bliskich, zdradza przyjaciół, niszczy to, na czym mu zależało i co chciał uratować, traci nawet siebie samego. Zamiast zbawcą staje się panem zniszczenia (Vader od łac. vadere – kroczyć naprzód w złych zamiarach).

Dwadzieścia lat później syn Anakina, Luke Skywalker, podobnie młody i narwany jak ojciec, znajduje się w analogicznym położeniu. W niebezpieczeństwie są przyjaciele Luke’a i jego siostra Lea. Młody Skywalker wie, że odpowiedzialny jest za to jego ojciec, teraz Lord Vader, który jest przyczyną wszelkiego zła w galaktyce. Najskuteczniejszym i najprostszym rozwiązaniem wydaje się być zabicie Vadera. Mimo to Luke nie daje się ponieść złym emocjom, które wcześniej zawładnęły jego rodzicem. Staje z ojcem do walki, zwycięża go jako wojownika, ale nie zabija i kierowany synowską miłością darowuje mu życie.

Przywykły do zabijania Lord Vader, początkowo nie rozumie wyboru syna, odbiera go jako słabość, powie: „tylko głupiec opuszcza swoją broń”. Po chwili jednak dociera do niego, że syn ofiarowuje mu coś więcej niż życie – daje mu bowiem szansę naprawienia wyrządzonych krzywd i powrotu na jasną stronę mocy.

Najistotniejszym przesłaniem tej opowieści jest zwrócenie uwagi, że nawet w permanentnie złym człowieku (np. jak Vader), pod maską okrucieństwa, nadal może tlić się dobro, i jeśli wyciągnąć do takiego człowieka rękę, a nie miecz, to można go zawrócić na drogę dobra, na jasną stronę mocy. Choć trudno w życiu codziennym w to uwierzyć, to jednak często bywa właśnie tak, że ten, który krzywdzi potrzebuje pomocy bardziej, niż ten, który jest krzywdzony. Luke wybiera jasną stronę mocy. Ostatecznie ratuje przyjaciół, osiąga doskonałość, udaje mu się nawet uratować ojca. Jego wybór dowodzi, że zawsze i wszędzie można zawrócić i osiągnąć szczęście, mimo wcześniejszych błędów.

Wybór człowieka współczesnego
Skromna Arete, wąskie ramie litery ypsylon, wąska brama i jasna strona mocy, to w rzeczywistości nazwy tej samej trudnej drogi pracy i wysiłku, która prowadzi do szczęścia. Podobnie jak Kakia, szerokie ramie litery ypsylon, szeroka brama i ciemna strona mocy to nazwy łatwego wyboru, który nieuchronnie prowadzi do porażki. Współczesnych parafraz tego przesłania jest mnóstwo – ot najbardziej banalna – „nie chciało się nosić teczki, teraz ponosisz woreczki”.

Innymi słowy, sytuacja, w której znajduje się Herakles, Jezus Chrystus i Lord Vader jest uniwersalna i każdy z nich wybiera podobnie, choć nieco inaczej argumentuje. W tle ich wyborów rodzi się świadomość, że człowiek wybiera swoją tożsamość moralną poprzez czyny, których dokonuje. Nie rodzi się ani zły ani dobry, lecz się takim staje. Różnica tych historii polega w sposobie, w jaki bohaterowie zachęcają do właściwego wyboru. Herakles radzi, Chrystus ostrzega, a Vader (vel Lucas) inspiruje.

Nie ulega wątpliwość, że w pewnym sensie, kulturowo wygrał Lord Vader, który przemówił do przedstawicieli wszystkich religii. Znają go na całym świecie, Żydzi, Chrześcijanie, Muzełmanie, Buddyści – Azjaci, Europejczycy, Afrykanie. Niemal wszystkich fascynuje. Dlaczego? Dlaczego fikcja zwyciężyła rzeczywistość i podbiła współczesną cywilizację. Być może włąśnie dlatego, że Lord Vader udzielił rozgrzeszenia nawet tym, którzy w toku swoich życiowych wyborów upadli, a teraz dzieki niemu mogą powstać, zawsze i wszędzie. I nawet jeśli Vader jest fikcyjny, to jednak dotyka czegoś prawdziwego, co jest w nas – marzeń, które pozwalają się nam wznieść do gwiazd, być Skywalkerem.

 

Reklamy

Rozmowa z Jarosławem Markiem Spychałą

Posted in Czytelnia, Jarosław M. Spychała, Rozmowy by staniszewski on 24 marca 2010

Dziękujemy serdecznie wszystkim osobom wspierającym działalność Fundacji Homo Inquietus.

Dziś prezentujemy wywiad z Jarosławem Markiem Spychałą –  filozofem,  artystą, dziennikarzem twórcą oryginalnego projektu LEGO-LOGOS (ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ) oraz Międzynarodowego Festiwalu Kultury Filozoficznej Creatio Ex Legendo TM, członkiem Stowarzyszenia Edukacji Filozoficznej PHRONESIS.

W imieniu zespołu Fundacji życzę miłej lektury.
Marek Staniszewski

 Marek Staniszewski.: Na początek chciałem zapytać o Lego-Logos. Skąd wciął się pomysł na tak niecodzienny sposób nauczania filozofii? W jaki sposób szkoły zareagowały, kiedy po raz pierwszy przedstawiał Pan tą ideę no i oczywiście jakie były pierwsze reakcje uczniów, którzy zetknęli się z projektem? 

Jarosław Marek Spychała: Projekt Edukacji Filozoficznej LEGO-LOGOS powstał w roku 2004 na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Początkowo był adresowany do studentów kierunków humanistycznych i miał zastosowanie w analizie tekstów filozoficznych.

W roku 2005 rozpoczęto przygotowania mające na celu zaadaptowanie metody LEGO-LOGOS na potrzeby edukacji w sektorze szkolnictwa publicznego. Prace ukończono w roku 2006 i projekt został wdrożony w województwie Kujawsko-Pomorskim do użytku szkolnego jako innowacja pedagogiczna w Zespole Szkół nr 5 w Toruniu. Od tego czasu warsztaty LEGO-LOGOS były prowadzone w szkołach na terenie całego kraju, w tym również placówkach zagranicznych. Organizowano także szkolenia zawodowe dla nauczycieli i przedstawicieli samorządów terytorialnych.

W roku 2007 metoda LEGO-LOGOS została wykorzystana podczas ‚Warszawskiego Międzynarodowego Festiwalu Kultury Filozoficznej’, nad którym patronat objęło Ministerstwo Edukacji Narodowej, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wojewódzkie Kuratoria Oświaty, Placówki Dyplomatyczne, m.in. Austrii, Brazylii, Czech, Danii, Ekwadoru, Estonii, Finlandii, Grecji, Holandii, Islandii, Łotwy, Malezji, Meksyku, Niemiec, Portugalii, Słowenii, Szwecji, Wenezueli, Węgier, Włoch.

W tym samym 2007 roku rozpoczęto kontynuację prac nad udoskonaleniem i szerszym zastosowaniem LEGO-LOGOS pod naukową opieką Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, Instytutu Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego w Łodzi oraz Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Projekt LEGO-LOGOS znalazł również zastosowanie w szkoleniach prowadzonych na rzecz sektora publicznego, zwłaszcza dla przedstawicieli samorządu terytorialnego.

Metoda LEGO-LOGOS w swej istocie sięga do idei sokratejsko-platońskich, wyłożonych w dialogu Państwo Platona i posługuje się technikami obrazowania w celu nauczania filozofii i filozofowania sensu stricte, jak i szeroko rozumianej ekspresji filozoficznej.

Punktem wyjścia jest lektura klasycznych tekstów filozoficznych, które następnie zostają zamienione przez uczestników zajęć w budowle z klocków lub innych tworzyw plastycznych. Dokładna analiza budowli i ich porównywanie z tekstami doprowadza uczestników do głębszego zrozumienia omawianych tekstów oraz przedstawienia samodzielnych i twórczych wizji ich filozoficznej i artystycznej interpretacji.

Wśród czytanych na zajęciach tekstów znajdują się między innymi pisma Platona, Arystotelesa, Cycerona, Marka Aureliusza, a także Leonarda Da Vinci i Kartezjusza.

M.S.: Prowadząc projekty w ramach Lego-Logos, czy audycję filozoficzną w radio Tok FM spotyka się Pan zapewne z wieloma opiniami i sądami na temat samej filozofii i jej roli w wychowaniu młodych ludzi, czy też z ogólnymi opiniami na temat przydatności społecznej tej dyscypliny. Jak z takiej perspektywy ocenia Pan dzisiejszy wizerunek filozofii i filozofów? Czy filozofia wydaje się być atrakcyjna, czy przyciąga, czy może wręcz przeciwnie?

J. M. S.: Nigdy tak nie było, aby tłumy z uwielbieniem oddawały się świadomie filozofowaniu (nieświadomie z pewnością ocierają się o refleksje zbliżone do poglądów wielu filozofów) i chyba nic się nie zmieni w tej mierze. Wystarczy wspomnieć wykład otwarty, jak byśmy powiedzieli współcześnie, który miał wygłosić Platon w Pireusie. Wykład nosił tytuł „Peri tagathu”, czyli „O dobru”. Przybyły na niego tłumy spodziewając się najprawdopodobniej określonych treści, które pozwoliłyby słuchaczom pozyskać różnego typu dobra – majątki. Tymczasem Platon rozważał o dobru najwyższym rozumianym z perspektywy swojej metafizyki. Rozczarowany tłum dał odczuć mistrzowi swoje niezadowolenie, co Platon boleśnie wspominał do końca swych dni. Stąd też Platon wycofał się z publicznej aktywności i takich prób, oświecenia tłumów, już nie podejmował – a w każdym razie nic na ten temat nie wiemy.

Podobne perypetie i rozterki przeżywali inni, antyczni i nowożytni filozofowie. Część z nich zapłaciła za swoje poglądy banicją, a nawet życiem. Często też z filozofów drwiono i naśmiewano się.

W Polsce obraz filozofa, filozof jest raczej kojarzony negatywnie. Słowo „filozof” jest synonimem bujającego w obłokach nieżyciowego mądrali, nieudacznika, niepraktycznego myślenia i działania. Nawet jeśli pojawiają się autorytety filozoficzne jak Kołakowski, Gadacz, czy Wolniewicz, to są to wyjątki, odstępstwa od reguły, choć ważność ich wypowiedzi postrzegana jest raczej na gruncie historii filozofii, niż współczesnego życia społecznego – tu głos oddaje się politykom, psychologom, socjologom i innym. Na ogół jednak bycie filozofem nie jest wizytówką – wiele osób publicznych, przedstawicieli mediów nie legitymuje się wykształceniem filozoficznym z obawy przez byciem odbieranym z przymrożeniem oka.

Sytuacja ta zaskakuje obcokrajowców. Dokładnie inaczej przedstawia się sprawa w Niemczech, Francji czy Anglii, w których to krajach filozofowie cieszą się społecznym szacunkiem i uznaniem.

Od pewnego jednak czasu ten stan rzeczy się zmienia i, jak przypuszczam, zainteresowanie filozofią i jej przejawami będzie się poszerzać i pogłębiać.

M.S.: Czytając informacje na temat Akademii Filozoficznej znalazłem tam interesujące określenie – „plastyka filozoficzna”. Zostało ono wyjaśnione jako narzędzie umożliwiające żywy udział społeczeństwa w filozofowaniu. Jak wygląda rozwój tego projektu? Kto jest głównie zainteresowany w kształceniu takich umiejętności?

J. M. S.: Akademia Filozoficzna, którą tworzę już od pewnego czasu jest propozycją adresowaną do osób w każdym wieku. Prowadzone są w jej ramach regularne zamknięte seminaria kulturoznawcze dla młodzieży i dorosłych oraz wykłady otwarte, np. „Mit Supermana – Od Herosów i Chrystusa do Małysza i Jacksona”. W ramach Akademii realizowane są także inne projekty, np. „100 Solidarnych” czy „Hades 2010 – człowiek współczesny o życiu po śmierci”. Jednym z celów Akademii jest tworzenie nowej ‘plastyki filozoficznej’. Plastyki pozwalającej na żywy udział społeczeństwa w filozofowaniu, i niekoniecznie tylko absolwentów studiów filozoficznych, lecz zwykłych ludzi, którzy chcą zrozumieć swoje życie i osiągnąć osobiste szczęście. Ta plastyka stara się być zrozumiałą dla szerokiego ogółu na zasadzie analogicznej do biblii pauperum (czyli biblii obrazkowej), którą tworzono dla nie umiejących czytać chrześcijan. Jako twórca nowej ‘plastyki filozoficznej’ chciałbym, aby miała ona cechy teatralne, aby tworzyła scenę przyjazną człowiekowi, aby zacierała granice między widzem a aktorem, aby ośmielała do czytania, myślenia i mówienia, do życia własnym dialogiem, aby każdy mógł wystąpić we własnym życiu za siebie samego. 

M.S.: Interesują Pana kwestie związane z przenikaniem się religii i filozofii w odniesieniu do wyobrażeń o tym co dzieje się z człowiekiem po śmierci. Śmierć i to, co po niej następuje wydaje się dziś tematem raczej mało popularnym – niemalże tematem tabu. Przedłużanie życia dzięki zdobyczom nauki, powszechny dobrobyt czy identyfikacja kolejnych źródeł przyjemności zdają się dominować społeczną wyobraźnię. Czy wg Pana nadchodzi renesans dla stawiania tzw. „pytań egzystencjalnych”?

J. M. S.: W minioną sobotę rozmawiałem na antenie radia z uczniami gimnazjum o tym jak wyobrażają sobie życie po śmierci. Zadzwonił jeden ze słuchaczy, którego zdaniem nie należy rozmawiać z dziećmi o śmierci. Bardzo to odległa opinia od poglądów Platona, który uważał, że filozofią należy zajmować się od chłopięcych lat, a „ci, którzy się z filozofią zetknęli jak należy, niczym innym się nie zajmują, jak tylko tym, żeby umrzeć i nie żyć”. Oczywiście nie każdy musi podzielać poglądy Platona.

Nie mniej jednak jest dziś trochę tak, że model codzienności, która poszukuje nieskazitelnej czystości, oślepiającej bieli, nieprzemijającej świeżości, wiecznej młodości, śmierć staje się czymś nie na miejscu – większość osób na pytanie gdzie się powinno umierać odpowie, że w szpitalu – umieranie w domu postrzegane jest jako niehigieniczne. Istotę rzeczy oddają słowa Artura z Tanga Mrożka, który komentując śmierć babci powiada: „Umarła! A jednak to dziwne. Była taka niepoważna…”.

Potrafimy zagłuszyć dźwięk pytań egzystencjalnych, ale zagłuszanie jest tylko zagłuszaniem. Pytania będą domagały się odpowiedzi i prędzej czy później, jak sądzę, dojdą do głosu. Nie da się uciec przed śmiercią i prędzej czy później zdaje sobie z tego sprawę każdy człowiek, nawet najbardziej zamożny. 

M.S.: Prowadzi Pan wiele aktywności związanych z upowszechnianiem filozofii. Część z nich ma charakter komercyjny (licencje, szkolenia biznesowe). W jaki sposób ocenia Pan przydatność filozofii dla biznesu? Co takiego mogą dziś Polscy przedsiębiorcy czerpać z filozofii? No i oczywiście pytania: czy sam Pan postrzega się jako przedsiębiorcę?

J.M.S.: Gwoli żartu (choć są to fakty) wspomnę historie z jednej ze szkół, która organizowała cykl warsztatów dla młodzieży. Nauczycieli, których zaproszono do ich poprowadzenia poproszono o wystawienie szkole faktur – co ciekawe, jednym z prowadzących zajęcia był duchowny.

W aktualnej sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce jakiekolwiek działanie społeczne zmusza obywatela do „przeistoczenia się” z osoby fizycznej w osobę prawną. Jest to sytuacja chora. Obywatel nie może zwrócić się do urzędu z żadną inicjatywą, gdyż nawet jeśli urzędnicy zechcieliby z nim współpracować to nie mogą, bo współpracują tylko z NGO, a nie z obywatelami. Obywatel może skarżyć się na urzędy i tego wszyscy się boją, ale nie może z urzędami współpracować. Te same mechanizmy dotyczą filozofii – działalność filozoficzna (nie w sensie akademickim) dla swojej prawnej ważności wymaga osoby prawnej i w tym kontekście stałem się przedsiębiorcą. W pewnym sensie nie jest to dalekie od ducha filozofii antycznej – każdy kierownik szkoły filozoficznej, Pitagoras, Platon, Arystoteles czy Epikur był jednocześnie przedsiębiorcą zarządzającym „edukacyjnym biznesem”.

Wracając do zapotrzebowania na filozofię w biznesie, to sądzę, że jest ono bardzo duże, choć filozofię podaje się często w innym opakowaniu, aby nie budzić negatywnych skojarzeń, o których wspominałem wcześniej.

Myślenie filozoficzne jest bardzo precyzyjnym narzędziem pracy i osiągania tzw. sukcesu. Znajduje ona zastosowanie we wszelkiego rodzaju procesach planowania i organizacji pracy zespołowej jak i w innych dziedzinach gospodarki. Co zaczyna być coraz bardziej widoczne w zapotrzebowaniu na „mądre szkolenia”, poszerzające horyzonty.

M.S.: Ostatnie pytanie dotyczy najbliższej przyszłości – jeśli nie jest to tajemnica, to jakich nowych projektów należy się spodziewać w najbliższym czasie?

J.M.S.: Właśnie startuje projekt społecznych warsztatów parlamentarnych „Młodzi w Demokracji” (www.mlodziwdemokracji.pl). Celem warsztatów jest przybliżenie młodym Polakom idei ważnych dla funkcjonowania społeczeństwa demokratycznego, a także umożliwienie bezpośredniego spotkania i wymiany poglądów z przedstawicielami parlamentu. W ramach warsztatów odbędą się dyskusje związane z wybranymi aspektami życia społecznego, istotnymi dla polskiej i europejskiej demokracji.

M.S.: W imieniu naszych Czytelników bardzo Panu dziękuję za poświęcony czas.