Homo Inquietus

Kultura bez filozofii?

Posted in Czytelnia, Grzegorz Józefczuk, Organizacja, Osoby związane z Fundacją by staniszewski on 22 marca 2010

Dziękujemy serdecznie wszystkim osobom wyrażającym chęć wspierania projektów Fundacji Homo Inquietus.
Pytania na temat pożytków płynących z filozofii są – jak pokazują emocje ostatniej dyskusji – bardzo aktualne. Postanowiliśmy zatem sięgnąć do archiwów Łukasza Marcińczaka i przypomnieć rozmowę, którą przeprowadził dwa lata temu z Grzegorzem Józefczukiem, dziennikarzem Gazety Wyborczej w Lublinie, absolwentem filozofii UMCS.

W imieniu zespołu Fundacji życzę miłej lektury.
Marek Staniszewski

 
Łukasz Marcińczak: Czy dostrzega Pan jakieś pożytki filozofii w dzisiejszym świecie – ceniącym konkret, ścisłą specjalizację, użyteczność?

Grzegorz Józefczuk: Odpowiedź jest paradoksalna, czyli czysto filozoficzna: i tak, i nie. Bo jeżeli się uzna, że w dzisiejszym świecie najważniejsze oraz pro publico bono jest to, co praktyczne, utylitarne, użyteczne, to gdyby filozofia służyła tym najważniejszym celom, byłaby już globalną korporacją, spółką akcyjną na giełdzie w Polsce albo Nowym Jorku, nie mówiąc o Tokio. Ale nie ma jej na giełdzie, nie ma jej w żadnych (sic!) wiadomościach telewizyjnych ani na czołówkach gazet, nie ma jej w sklepach, nie ma jej w wypowiedziach polityków. I tylko czasami artyści w swych enuncjacjach próbują, na ogół niestety mętnie, odwoływać się do filozofii, głównie aby uzasadnić swe kreacje artystyczne. Zatem, z tego punktu widzenia poważnie traktowana filozofia jest wiedzą lub dyscypliną całkowicie nie-praktyczną, nawet więcej – niepotrzebną, marginalną i niszową, uniwersytecką.

 Z drugiej strony niby wszyscy wiemy: to przecież filozofia jest esencją cywilizacji i kultury europejskiej. Chociaż jestem katolikiem więcej niż mało praktykującym, wydaje mi się, że echo tego pobrzmiewa w wypowiedziach hierarchów polskiego Kościoła, którzy dywagują nad tym, czy wejście Polski do Unii Europejskiej nie pozbawi nas kośćca wartości. …Wartości, duchowości, transcendencji, czyli czegoś, co jest – wedle ich zdania – umocowane w Bogu, a co ma być ważniejsze od tego, co „tu i teraz”, od tego co jest praktyczne, utylitarne i użyteczne. Nie chodzi mi o ich spór o Unię Europejską, lecz o fakt uporczywego przywoływanie istnienia sfery ponaddoczesnej. Zupełnie innym tego przejawem jest zaskakująca popularność studiów filozoficznych. Być może ta popularność, skoro jednak świat opiera się na korporacjach i giełdzie, stanowi przejaw oporu wobec nich, trwania w „niedojrzałości”, „zabawy” z tym światem, zanim zostanie się przez niego wchłoniętym.

Tak możemy sobie wyobrażać rację filozofii, która jednak sama niczego nie narzuca. Więc ten z filozofii „pożytek” może być taki, że pozwala ona – o ile ktoś chce – płynąć przez życie troszkę inaczej niż tym rybom, które według podobno ludowego powiedzenia, płyną tylko z prądem.

Ł.M.: Istnieją takie dyscypliny tradycyjne jak historia albo biologia, powstają też nowe kierunki interdyscyplinarne – czy filozofia ma jakąś przewagę nad nimi?

G.J.: Jeżeli się przyjmie, że istnieje jakaś hierarchia bądź system wszystkich nauk, to z reguły filozofię stawia się na górze. Kto ustanawia tę nauk hierarchię? I tę przewagę? Nie biologia, nie historia, tylko filozofia właśnie. Czyli – filozofia sama siebie kreuje do rangi królowej. I musi się mocno okopywać, bo te wspomniane przez pana, a nie wymienione z nazwy nowe kierunki interdyscyplinarne próbują filozofię okroić, zredukować. O ile dawne, rozmaite „fizykalizmy”, chciały filozofię zredukować do siebie, o tyle teraz rozmaite „kulturalizmy” – czy przypadkiem nie chcą ją rozmiękczyć i rozpuścić w sobie? To paradoks: filozofia jako „zwieńczenie” nauk nie interesuje zwieńczonych. Nauki nawzajem interesują się sobą, o ile mogą na sobie pasożytować.

Wydaje mi się, że głównie dlatego warto studiować filozofię, iż w tym dzisiejszym świecie jest to pewnego rodzaju wiedza tajemna, niedostępna dla wszystkich, wiedza w pewnym sensie elitarna i ezoteryczna, która się nie daje weryfikować, używać do celów praktycznych jak marketing. Jest to wiedza nie tylko opisowa, jak medycyna czy historia, ale wiedza w pewnym sensie kreująca świat, który opisuje. I przez to jest wyjątkowa, rzec by można – magiczna.

Ł.M.: Jest tak jak pan powiedział – żadna z nauk nie interesuje się inną nauką, a więc też filozofią, natomiast filozofia interesuje się nimi wszystkimi. Czy nie tu leży jej szczególność?

G.J.:  Nauki i tak pędzą na przód, w nosie mając filozofię, bo to ich praktyczne wynalazki zmieniają świat, przynajmniej w wymiarze materialno-praktycznym. Komputery i internet zmieniły świat tak, jak kiedyś krwawe rewolucji, a istnieją zaledwie kilkanaście lat. Filozofia te przemiany musi interpretować – i mimowolnie staje się nauką „służalczą”, komentującą. Lecz to jest i jej wyróżnik, bo jednocześnie szuka syntezy dla tego wymykającego się świata. A synteza może polegać na stawianiu nowych pytań, które na nowo porządkują świat – i to w filozofii jest cenne.

 Ł.M.: Tak jakoś jest, że wielu dziennikarzy parało się filozofią, na pewno jest więcej dziennikarzy po filozofii niż po dziennikarstwie – to zdaniem pana świadczy o czym?

G.J.: Rzeczywiście jest tak, że w mediach pracuje wiele osób, które studiowały filozofię albo wykładały na filozofii, ale myślę, że próba szukania w tym czegoś szczególnego jest mydleniem oczu i jakby wzajemnym podnoszeniem własnej wartości. Bo mówi się np., że filozofia uczy otwartości, odnajdywania różnorodnych punktów widzenia, analizy i syntezy, wykraczania poza konkretne sytuacje, że daje wiedzę ogólną i uczy zestawiania i wyciągania wniosków z faktów, itd., itd. I że to jest potrzebne w zawodzie dziennikarza. Ale tak samo można powiedzieć, że w zawodzie kucharza filozofia jest potrzebna, tam też trzeba znać klasyczne potrawy i konstruować jakieś nowe – mówię oczywiście o dobrym kucharzu.

 Ł.M: Wydaje mi się, że tak jak pan, odpowiedzieć może tylko filozof;  bo jeszcze trzeba dodać do cech, które pan wymienił, dystans nie tylko do świata, ale też do tego co się robi i do siebie samego – taki szczególny ogląd na pewno filozofia daje, a przynajmniej pogłębia. Można by powiedzieć, że po prostu jest tylu dziennikarzy-filozofów, bo filozofia nie daje do ręki rzemiosła, a człowiek musi się gdzieś zaczepić, żeby żyć. Ale jak to jest, że chyba z pewną łatwością zaczepia się w mediach, z łatwością większą niż inni zostaje sprawnym menadżerem, bo to jest właśnie interesujące, że nie będąc zawodowo nikim, może stać się każdym. I to każdym nie byle jakim, bo przecież dziennikarstwo nie jest zawodem dla byle kogo. Naprawdę pan tutaj korzyści nie widzi?

G.J.: Mówię z przekorą. Po skończeniu tych studiów rozumie się, na czym polega prawda względna, relatywna, absolutna i wie się, że z konkretu wynika tylko konkret, a nie żaden ogół – a to daje pewną możliwość analizy tej rzeczywistości realnej, codziennej, która jest różnorodna i wielokształtna. Jeśli ktoś ma umysł ukształtowany filozoficznie, to potrafi analizować, niezależnie, czy analizuje zachowania lokalnych polityków czy twory świata kultury. Lecz wszystko jest sprawą indywidualną: jednym filozofia pomoże, drugich zapędzi w psychozę.

 Ł.M.: Pana „działką” w Wyborczej jest kultura – przeprowadza pan wywiady z wybitnymi reżyserami czy pisarzami goszczącymi w Lublinie, recenzuje wystawy i spektakle. Bywa oczywiście tak, że twórcy mogą nie odwoływać się bezpośrednio – mówiąc szeroko – do filozofii, mogą nawet nie znać pewnych nurtów w kulturze czy problemów, które opukują tak samo, choć za każdym razem inaczej, jak ich poprzednicy. Ale jest przecież tak, że filozofia puka do nich, wyłazi z ich dzieł, czy oni tego chcą, czy nie chcą. Oni mogą być jak pan Jourdin i tego nie wiedzieć, ale dziennikarz zajmujący się kulturą chyba wiedzieć to musi?

 G.J.: Tu Pan zdemistyfikował moje poprzednie twierdzenia, że filozofia do niczego nie jest potrzebna właśnie w dziennikarstwie. W takim, które jest mi najbliższe, okazuje się, że rzeczywiście jest potrzebna. Do opisu tej rzeczywistości, która się pojawia w kulturze – mam na myśli sferę znaczeń symbolicznych, przestrzeń kodów kultury, które są powiązane i które nie są czytelne wprost. One nie są dane wprost i do ich czytania, jak i do interpretacji, filozofia niewątpliwie jest potrzebna, bo inaczej nie dałoby się nic zrozumieć, a kultura wysoka bez filozofii stała by się po prostu płaska i trywialna.

Reklamy