Homo Inquietus

NAUKA CHODZENIA PO ŚWIECIE ALBO – DLACZEGO WARTO FILOZOFOWAĆ?

Posted in Czytelnia, Jarosław M. Spychała by staniszewski on 13 września 2011

Poniższy tekst publikujemy dzięki uprzejmości i za zgodą magazynu GAGA.

Strona magazynu: www.gogaga.pl

Zapraszamy do lektury

Fundacja Homo Inquietus

 

———————————————————————————————————————————————

DLACZEGO WARTO FILOZOFOWAĆ?

Anna Sańczuk

Kto zetknął się z metodą wychowawczą, zawartą w dosadnym: „Nie ‘filozuj’ gówniarzu, starsi wiedzą lepiej” (która nadal obowiązuje w wielu polskich szkołach) doceni model edukacji proponowany przez filozofa – Jarosława Marka Spychałę. Postuluje on samodzielność myślenia, korzystanie z wyobraźni i zabawy, dialog poglądów zamiast jedynej słusznej odpowiedzi. Jego metoda nauczania filozofii ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ (pol. LEGO-LOGOS) udowadnia, że filozofia jest dla każdego, a narzędziem poznania mogą być nawet dziecięce klocki.

Nasz bohater zdecydowanie nie uważa, że uczenie filozofii przy pomocy elementów zaczerpniętych z pop-kultury, czy z dziecięcego kuferka jest mniej wartościowe od studiowania grubych ksiąg: „Jeżeli spojrzeć na konstrukcję filmu ‘Gwiezdne Wojny’ i wybór bohatera między jasną i ciemną stroną mocy, to ujrzymy pitagorejski mit o Heraklesie na rozstajnych drogach. To samo w Matrixie i wielu innych współczesnych opowieściach”. Jak mówi – forma opowieści jest tylko narzędziem do wyrażania tego, co chcemy powiedzieć i musi być dopasowana do kontekstu: „Dzieciństwo dzisiaj jest czymś innym, niż dzieciństwo wczoraj – stwierdza – Pamiętam jak w latach 80-tych, będąc w podstawówce, pojechałem pierwszy raz na zachód i na dworcu w Niemczech zobaczyłem automat z coca-colą. Widziałem, jak ludzie podchodzą, wrzucają monety, biorą puszkę i miałem dwa pytania: jak to możliwe, że nikt tego nie ukradł i czy w środku siedzi człowiek, który wyrzuca te puszki. Dziś już przedszkolak umie się posługiwać telefonem komórkowym, czy internetem. I my konkurujemy z tym wszystkim. Możemy myśleć, że to, co mamy do przekazania jest ważniejsze, ale to nie znaczy, że tak sądzi dziecko. Ono nie widzi efektu doświadczeń, które nami powodują, ono dopiero jest na etapie doświadczania. Jeżeli chcemy je zainteresować, to musimy podać te prawdy w formie, która wygra konkurencję z przekazem świata zewnętrznego. Nie chodzi o to, żeby wartościować i mówić młodemu człowiekowi co fajne, a co głupie, tylko, żeby nauczyć go chodzić. W sposób świadomy. Uświadomić, że każde działanie jest zarazem wyborem i że od tego jakich wyborów dokonamy, zależy to, co nam się przytrafi. Istotą kształcenia filozoficznego jest nauczenie dokonywania samodzielnych sądów i umiejętności poszukiwania odpowiedzi. Nawet jeśli one nie są ostateczne i rozstrzygające, to przynajmniej wiem, dlaczego tak, nie inaczej postępuję”.

Filozofia z klocków

W deszczowy dzień umawiamy się w warszawskim Centrum Łowicka, gdzie Jarosław Marek Spychała kończy właśnie spotkanie z grupką młodych ludzi, z którymi realizuje swój nowy międzynarodowy projekt „Hades 2011”. Ma to być film dokumentalny, w którym ludzie z różnych kultur – m.in. tubylcy z Radżasthanu i z Bali, mieszkańcy Nowego Jorku, Berlina i Kazimierza, opowiadają jak wyobrażają sobie życie po śmierci i czy to wpływa na ich postępowanie w tym życiu. Od razu widać dwie rzeczy: że Spychała to człowiek napędzany wewnętrzną pasją – a jest nią misja krzewienia kultury filozoficznej, i że ma świetny, naturalny kontakt z młodymi. Pracuje ze studentami, uczył dzieciaki w podstawówce, gimnazjum i wciąż ma zawodowy kontakt z dziećmi, bo teraz uczy ich nauczycieli jak uczyć filozofii. Pomysł, by z pomocą klocków przekazywać podstawy filozofii przyszedł mu do głowy, kiedy prowadził jeszcze zajęcia ze studentami na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Szukał sposobu, by skłonić ich do samodzielnego interpretowania tekstu, z czym – po latach mielenia przez maszynę edukacyjną, mieli problem. Ku zaskoczeniu pomysłodawcy, szybko okazało się, że metoda nazwana ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ (pierwszy człon nazwy: ΛΕΓΩ znaczy ‘czytać, myśleć, mówić’. Natomiast drugi człon nazwy: ΛΟΓΟΣ, oznacza naukę w szerokim sensie tego słowa. Inaczej mówiąc, tylko ten, kto potrafi czytać, myśleć i mówić, może uprawiać naukę – osiągnąć wiedzę) idealnie sprawdza się też w nauce filozofii dzieci, a nawet… biznesmenów i samorządowców! W skrócie wygląda to tak, że każdy uczestnik sesji dostaje klocki i z ich pomocą ma zilustrować czytany na zajęciach antyczną przypowieść np. tę o jaskini Platona, albo o Talesie, który patrząc w gwiazdy wpadł do dołu. Potem uczestnicy objaśniają i konfrontują swoje wersje. Prosta zdawałoby się metoda ma niebywały potencjał otwierający i skłaniający, by podążać własną ścieżką interpretacyjną porzucając balast schematów. „Według Sokratesa wiedza to połączenie teorii z doświadczeniem – wyjaśnia JMS – Czyli, żeby wiedzieć muszę doświadczyć, ale przecież nie będziemy przypalać dziecka, żeby wiedziało, że ogień parzy. Chcemy więc, żeby mogło doświadczać, zapamiętywać i wyciągać wnioski, ale niekoniecznie ponosić konsekwencje wprost. I ja znalazłem drugi biegun doświadczenia, którym jest zabawą. Kiedy dziecko się bawi, przeżywa wielkie emocje i wtedy uczy się tak samo, jak ten kto upadnie”. Zaznacza przy tym, że nie chce być szufladkowany jako „infantylny pan od klocków’, bo wymyślona przez niego „zabawa” jest w rzeczywistości całkowicie poważnym i skutecznym narzędziem edukacji.

Światełko w ciemności

Na zajęciach ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ dziecko „przeżywa” historyjkę, którą dostaje – oryginalny tekst sprzed 2 tysięcy lat – uświadamia go sobie, a potem obrazuje. I pokazuje sposób w jaki go rozumie: „Do jego głowy nie możemy wejść, ale możemy poprosić, żeby tę wyobraźnię wydobyło na zewnątrz i powiedziało – popatrz, ja myślę tak. Mamy 10 dzieci i nagle się okazuje, że każde jest zaskoczone, bo wydawało mu się, że to co zrobił jest jedyne prawdziwe, a tu inni zrozumieli to samo inaczej. I to jest fundament komunikacji. Jeżeli tego nie pojmiemy, nie nauczymy się innych słuchać, rozmawiać z nimi, to w życiu nie odnajdziemy się w społeczeństwie!”. Nie ma rozstrzygnięcia czyja wersja jest prawdziwa, dziecko ma samo dokonać uzasadnionego wyboru. Chodzi o to, żeby wychodząc z zajęć było zainspirowane do myślenia: „Wiemy z ankiet dla rodziców, że dzieci przychodzą do domu i opowiadają te historie mamie, tacie jako zagadki, szukając punktu odniesienia, pytając – a co ty o tym myślisz?”. Spychała zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt warsztatów – kiedy nauczyciel się usuwa, dziecko zostaje samo z klockami i kombinuje – tak uczy się samoświadomości i samodzielności: „W kluczowych momentach życia jesteś sam. Masz mnóstwo kolegów w szkole, pracy, ale nikt ci nie powie jak masz postąpić. I chodzi właśnie o to, żebyś wiedział, co masz wtedy zrobić. Czym się kierować, jak odnaleźć światełko, które cię poprowadzi. Bycie samemu jest jak bycie w ciemności, a jedyną rzeczą, którą masz ze sobą, jest twój umysł – jak mówi Cycero: ‘wszystko co moje, noszę z sobą’. Umysł to światło, które masz. Nie możemy się bać samotności, bo ona się w życiu dzieje i trzeba się oswajać z tymi sytuacjami od dziecka. Można to robić poprzez zabawę, coś z pozoru niegroźnego, co nie naraża na przykrości, ale pozwala dziecku przeżywać mechanizm wyboru, który jest właściwy dla dorosłego życia. I przez filozofię krok po kroku tego uczymy”.

Żywcem z antyku

A dlaczego antyk jako baza nauczania? „Wszystkie te historyjki, za którymi podążam, to mity, które zostały stworzone na potrzeby filozofii w określonym celu, miały czegoś nauczyć. Jest to uczenie archetypiczne w tym znaczeniu, że odwołuje się do mechanizmów, które są instynktowne i ono je wzmacnia, uaktywnia. Np. wspomniany mit o Heraklesie na rozstajnych drogach, który jest fundamentem kultury europejskiej i który mówi o wyborze życiowej drogi. Został zaadaptowany przez Pitagorejczyków, potem Platon podejmuje go w micie o jaskini, a nawet Chrystus w przypowieści o szerokiej i wąskiej bramie. Także psychoanalitycy, Freud i Fromm kontynuują te wątki. Archetypy są rodzajem mentalnych tarcz, które mają pomóc człowiekowi w sytuacjach, kiedy on rozpozna sytuację wyboru, czyli potencjalnego zagrożenia. Wtedy mu się to wszystko włącza i on wie, jak zareagować”. Tego jednak nie uczy się w szkołach. Tymczasem Jarosław M. Spychała uważa, że edukacja filozoficzna powinna zaczynać się już od małego, za każdym razem, kiedy z ust dziecka pada pytanie. Jak wspomina – najmłodsze osoby, z którymi pracował miały 4 lata, dla kontrastu najstarsza – 90.

„Dla mnie pytaniem nie jest, czy filozofia powinna być w szkole, tylko jaka powinna być filozofia szkoły – stwierdza JMS – Ale my puszczamy człowieka w rytm maszyny i nie zadajemy pytania, kim on ma się stać po tej edukacji. Tu mu zaliczymy tyle, tam tyle, a jakim on będzie człowiekiem po ukończeniu szkoły? Czy ma być kimś, kto potrafi pracować, jak ma się znaleźć w społecznym relacjach? O to nie pytamy”.

Szkoła życia filozoficznego

Ale Spychała to filozoficzny uparciuch i od lat próbuje rozbroić system szkolny małymi krokami – efekty już są. Pierwszą placówką, z którą współpracował, był Zespół Szkół nr 5 w Toruniu. Pracownia filozoficzna która tam powstała, realizowała zatwierdzone przez kuratorium zajęcia ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ w ramach programu „Innowacji pedagogicznej”, przez okres 3 lat: „Chodziło nam o to, żeby pokazać, że to jest możliwe w warunkach państwowej szkoły. We wszystkim chodzi tylko o dobrą wolę i o świadomość, że mamy obowiązek wobec dziecka” – stwierdza. W zakresie metody ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ zostało już wykształconych ok. 300 osób, a jego wychowankowie i współpracownicy prowadzą zajęcia w szkołach, nie tylko z etyki, ale i z filozofii. Myślenie filozoficzne wydaje się jednak nie po drodze z otaczającą nas kulturą konsumpcji, pośpiechu, rywalizacji, a już na pewno nie jest łatwo zaszczepić je w młodych umysłach: „Proste to nie jest, ale jest możliwe. Wiem to, bo są osoby, które uczyłem w szkołach podstawowych, a dzisiaj są już po studiach, pracują i mam relację zwrotną. Na początku sam się zastanawiałem, czy nie forsuję swojego własnego pomysłu na życie, ale dziś mogę powiedzieć ze spokojem ducha, że nie myliłem się w tym. I że ci ludzie, których wychowywałem w ten sposób – nawet jeśli tzw. społeczeństwo inaczej to oceni – w swoim subiektywnym odczuciu uważają, że to im wiele dało, zmieniło ich życie”. Jarosław Marek Spychała kształci dziś nie tylko nauczycieli, ale chce też włączać w swoje idee rodziców. Jego konikiem ostatnio jest tzw. mimetyczność wychowania: „Próbuję przekonać rodziców do jednej rzeczy – że swoim zachowaniem dają wzór postaw dziecku. To, że wysyłam dziecko na wiele zajęć nie wystarcza, bo mam również obowiązek wobec siebie, sam powinienem się rozwijać – zacząć drugie studia, zajęcia dodatkowe, mieć kontakt z książkami, literaturą. Rodzic, który mówi, że warto czytać książki, warto się uczyć, a tego nie robi, jest niewiarygodny. I wbrew pozorom to wcale nie zajmuje tak dużo czasu, nie jest męczące, za to bardzo skuteczne. Wartość filozofa w antycznej Grecji nie polegała na tym, że wie i mówi, jak należy postępować, tylko że postępował tak, jak mówi, że należy postępować i wtedy za nim szli. Dlatego nieważne, czy mamy 50, 70, czy 30 lat – mamy obowiązek pielęgnować w sobie pasję, nie pozwolić, żeby nas życie wytarło niczym pumeks. Mamy być ciekawi tego życia. Jak my będziemy, to i nasze dzieci będą”.

Sam jest najlepszą ilustracją takiego podejścia – oprócz filozofii studiował również filologię klasyczną, historię starożytną, kończy właśnie przerwaną niegdyś archeologię. „Mam wiele pasji – mówi – ale widzę wątek wspólny – to poszukiwanie pewnej prawdy o życiu”. Po drodze otarł się też o sztuki piękne, maluje i próbuje zabrać się za zrobienie wreszcie wystawy, z  czym będzie problem, bo obrazy „rozeszły się po ludziach”. Prowadzi bloga, audycję w radiu TOK Fm. Pasjonuje go przenikanie się filozofii i religii, a także wychowanie: „Dlaczego chcę uczyć innych? Nie mam na to jednej, racjonalnej odpowiedzi. Myślę też, że nauczanie filozofii jest też pewnym powołaniem, pewną służba społeczną, z którą trzeba się urodzić. Bo to coś, o co ja nie pytam siebie – czy powinienem. To się dzieje samo”.

JAROSŁAW MAREK SPYCHAŁA – filozof, pedagog, publicysta, czasem malarz. Twórca licencjonowanej metody nauczania filozofii ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ i Akademii Filozoficznej w Warszawie, w ramach której prowadzone są seminaria i warsztaty dla młodzieży i dorosłych, do prowadzenia których zaprasza uznanych wykładowców i filozofów (więcej informacji na stronie http://www.lego-logos.pl). W radiu TOK Fm prowadzi audycję ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ, w której na równych prawach goszczą autorytety ze świata nauki i kultury oraz młodzież.

 

Reklamy

Hades 2011 // Drogi człowieka do szczęścia

Posted in Jarosław M. Spychała by staniszewski on 18 lipca 2011

Tekst: Jarosław Marek Spychała

Często różnego typu publikacje zaczynają się zwrotem „człowiek od zamierzchłych czasów / od zarania wieków …”. Niewątpliwie są to skróty myślowe – jakoś trzeba zacząć, a autorzy najczęściej nie przywiązują do nich większej wagi. Ale, czy rzeczywiście „człowiek od zamierzchłych czasów …” robił to lub tamto, myślał to lub tamto? Nie są to sądy uprawnione historycznie – przypomnieć należy, że historia nie jest nauką o przeszłości, ile sztuka interpretacji świadectw przez przeszłość pozostawionych. Jeśli zatem nie mamy świadectw pisanych pochodzących z owych zamierzchłych czasów, to nie bardzo mamy podstawę do wydawania sądów. W takich przypadkach w naszym wyobrażeniu o przeszłości jest więcej teraźniejszości, niż rzeczywistej przeszłości.

Jest zatem w zwrotach „człowiek od zamierzchłych czasów …” pewna pułapka poznawcza. Wprowadzają one bowiem do naszego myślenia rozpoznany przez Heideggera mechanizm pozornej oczywistości (tak się mówi, tak się myśli itd. – Heideggerowskie „das man”), który zamiast pozwolić nam poznać prawdę, to ją przed nami zakrywa. Do tematu, przy okazji którego – o ile się go porusza – często używamy podobnych skrótów myślowych należy zagadnienie śmierci, naszego stosunku do niej.

Kiedy jako młody człowiek zetknąłem się z „Tangiem” Sławomira Mrożka, moją uwagę zwróciła wypowiedź jednego z bohaterów, Artura, który komentował śmierć cioci: „Umarła! A jednak to dziwne. Była taka niepoważna…”. Wówczas słowa te w pewnym sensie bawiły mnie, wydawały mi się nierealne, odległe, niemożliwe w rzeczywistości. Stąd nie odbierałem ich na serio. Dziś, gdy ruszyliśmy z projektem „HADES 2011” (www.hades2011.pl) okazało się, że w słowach Artura nie było przesady. W ramach projektu realizujemy film dokumentalny i pytamy żyjących ludzi (w każdym wieku i z różnych stron świata), jak ludzie wyobrażają sobie życie po śmierci, i czy to wyobrażenie wpływa na ich codzienne życie, na wybory, jakich dokonują.

Okazało się, już przy pierwszych scenach, że pytanie o śmierć, o to, co dzieje się z człowiekiem po śmierci i jaki mamy do tego stosunek stało się tak oczywiste, wręcz banalne, że osoby o to zapytane, reagują nie tyle lękiem, zaniepokojenie, strachem, co zdziwieniem, uśmiechem, niezrozumieniem. Są zdziwione, że można o coś tak oczywistego zapytać. Wręcz wydaje im się to niepoważne. Jednak po kilku chwilach okazuje się (nie zawsze), że zapytany nie wiele w tej sprawie do powiedzenia, mimo że odpowiedź wydawała mu się prosta i banalna.

Są oczywiście także inne reakcje i odpowiedzi. Naszymi rozmówcami byli przedstawiciele odległych kultur, np. hinduskie plemię Saharija (tzw. mieszkańcy lasu), mieszkańcy indonezyjskiej Bali, czy Tajlandii. Czyli przedstawiciele kultur, o których zwykliśmy sądzić, że są bardzo uduchowione. Jakkolwiek nie mamy żadnych oczekiwań i prezałożeń w odniesieniu do potencjalnych odpowiedzi na nasze pytania, to trudno czasami ukryci nam zaskoczenie. Oto np. pewien hinduski artysta na pytanie jak wyobraża sobie śmierć odpowiedział, że w ogóle sobie jej nie wyobraża, nigdy o niej nie myśli i że według niego nie ma nic po śmierci. A z kolei nasz tłumacz, francuz z pochodzenia i członek hinduskiej trupy, który pomagał nam w rozmowie z Hindusem, na to samo pytanie odpowiedział nam, że wierzy w reinkarnację i w prawo karmy.

W moim odczuciu sprawa zatem nie jest oczywista, na pewno nie jest błaha, lecz istotna, wymaga uwagi i namysłu każdego człowieka, gdyż sposób myślenia o śmierci determinuje jednocześnie sposób pojmowania sensu życia, szczęścia. Pytając o śmierć, nie pytamy zatem o to, czego się boimy, lecz o to, na czym nam zależy, co jest dla nas ważne, wartościowe w życiu.

Aby uzmysłowić sobie rolę śmierci, stosunku człowieka do śmierci, warto sięgnąć tu do jednego ze starszych tekstów kultury, do eposu Gilgamesza, który po śmierci swojego przyjaciela, rzecze w następujących słowach: „Ukochany przyjaciel mój stał się ziemią, Enkidu, przyjaciel miły, w ziemię się zmienił! Czyż i ja nie umrę, czy też nie legnę, ażebym po wieki wieków już nie wstał? Oto się spotkałem z tobą, szafarko. Obym nie zobaczył śmierci, której się lękam!

Rzecze doń szafarka, do Gilgamesza:

Gilgameszu! Na co ty się porywasz? Życia, co go szukasz, nigdy nie znajdziesz! Kiedy bogowie stwarzali człowieka, śmierć przeznaczyli człowiekowi, życie zachowali we własnym ręku. Ty, Gilgameszu, napełniaj żołądek, dniem i nocą obyś wciąż był wesół, codziennie sprawiaj sobie święto, dnie i noce spędzaj na grach i pląsach! Niech jasne będą twoje szaty, włosy czyste, obmywaj się wodą, patrz, jak dziecię twej ręki się trzyma, kobiecą sprawę czyń z chętną niewiastą: tylko takie są sprawy człowieka!” (Gilgamesz. Epos starożytnego dwurzecza, zrekonstruował i przełożył Robert Stiller, PIW Kraków 1980) Gilgamesz nie należał do łagodnych ludzi. Rządził surowo, oddawał się wszelkim rozrywką, zabijał i nie raz widział śmierć innych, lecz śmierć mało go obchodziła. Wskutek śmierci przyjaciela, bliskiej osoby, po raz pierwszy naprawdę odkrywa śmierć. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że będzie i ona jego udziałem. Nie chce się na to zgodzić, a jego dalsze działania są poszukiwaniem antidotum na śmierć, poszukiwaniem nieśmiertelności, która ma go uspokoić i uczynić szczęśliwym.

I właśnie postawa Gilgamesza jest ważnym punktem odniesienia także dla późniejszych czasów, w tym również naszej, zachodnioeuropejskiej kultury. Każda epoka, niemal każdy bohater musi stawić czoła śmierci. Niewątpliwie stosunek człowieka do śmierci różnicuje się jest na przestrzeni kultur i czasu, ulega procesom historycznym. Zmiany te jednak nie zacierają wagi stosunku człowieka do śmierci, z którą w różny sposób się on godzi. I ten różny sposób radzenia sobie ze śmiercią jest silnym impulsem rozwoju kulturowego, duchowego i indywidualnego człowieka. To on najczęściej wyznacza to, co ważne w życiu.

Temat stosunku człowieka do śmierci jest niewątpliwie przebadany w wielu aspektach, historycznym, antropologicznym, religioznawczym itd. Inaczej być nie może, gdyż ufundowana jest na nim przecież cała filozofia i kultura. Ewolucję stosunku człowieka do śmierci zaobserwował, zdiagnozował i syntetycznie opisał Paul Tillich w „Męstwie bycia”. Nie idzie nam jednak wprost o teoretyzowanie i diagnozowanie społeczne. Bardziej zależny nam na autentyczności postaw naszych rozmówców. Chcemy zapytać, co naprawdę o tym myślą i czy to ich myślenie pozwala im odnaleźć sens życia, drogę do szczęścia.

 

Herakles, Jezus Chrystus i Lord Vader…

Posted in Czytelnia, Jarosław M. Spychała, Jarosław M. Spychała by staniszewski on 14 marca 2011

Dziękujemy serdecznie wszystkim osobom wspierającym działalność Fundacji Homo Inquietus.

Z Jarosławem Markiem Spychałą rozmawialiśmy w marcu ubiegłego roku. Jarosław M. Spychała jest filozofem,  artystą, dziennikarzem twórcą oryginalnego projektu LEGO-LOGOS (ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ) oraz Międzynarodowego Festiwalu Kultury Filozoficznej Creatio Ex Legendo TM. Na antenie radia TOK FM prowadzi cykliczną „Audycję Filozoficzną Lego-Logos”, jest również opiekunem merytorycznym w projekcie „Społeczne Warsztaty Parlamentarne Młodzi w Demokracji” oraz członkiem Stowarzyszenia Edukacji Filozoficznej PHRONESIS.

Dziś prezentujemy jego esej pt. „Herakles, Jezus Chrystus i Lord Vader na rozstajnych drogach”.

W imieniu całego Zespołu Fundacji życzę miłej lektury.

Marek Staniszewski

—————————————————————————————————————————————————–

Jarosław Marek Spychała

Jarosław Marek Spychała

 

 

Trzy postaci, odległe w czasie i rzeczywistości. Mitologiczny Herakles, historyczny Jezus Chrystus i fikcyjny Lord Vader – trzy odsłony drogi sukcesu.

Jarosław Marek Spychała

 

 

 

Herakles, Jezus Chrystus i Lord Vader na rozstajnych drogach.

Idea rozstajnych dróg, wyborów jakich dokonują Herakles, Jezus Chrystus i Lord Vader, jest w istocie echem filozoficznego sporu o naturę człowieka – czy jest on z natury dobry czy zły? Ważne w tym kontekście były również pytania o to, na ile człowiek ma wpływ na swoje życie i na ile można go z niego rozliczać; czy może ponosić konsekwencje swoich czynów lub wpływać na los, którego doświadcza. Spór ten, podobnie jak wiele innych na gruncie filozofii, jakkolwiek doczekał się wielu propozycji rozstrzygnięcia, to nigdy nie został rozstrzygnięty ostatecznie. Gwoli uchwycenia jego istoty, dynamiki warto przypomnieć tu dyskusję Ericha Fromma z Zygmuntem Freudem w kwestii natury człowieka.

Zygmunt Freud stał na stanowisku dualizmu natury ludzkiej, na którą, jego zdaniem, z jednej strony składa się instynkt życia, Eros, który wznosi człowieka ku Dobru, z drugiej, instynkt śmierci, Thanatos, który ciągnie go ku Zło. Freud utrzymywał, że człowiek jest w tej samej mierze dobry co zły, i tylko od wrodzonej siły instynktów zależy, która strona w człowieku wygra i jaki kształt ostatecznie uzyska jego osobowość. Stanowisko Freuda należy uznać za deterministyczne, które zamyka człowieka w klatce dwóch instynktów. Wszystko, co człowiek może uczynić jest jedynie balansowaniem między dobrem a złem, gdyż obie te sfery są nierozerwalnie ze sobą złączone tworząc prawdziwą naturę człowieka, któremu nigdy nie uda się być jednolitym, tylko dobrym.

Z Zygmuntem Freudem polemizował po latach Erich Fromm, który twierdził przeciwnie, że człowiek jest z natury dobry i nie ma w sobie żadnego pierwiastka zła – freudowskiego instynktu śmierci. Podkreślał, że człowiek z natury jest jednorodny, jest tylko dobry. Jeśli natomiast w dorosłym życiu jest zły, to dlatego, że staje się zły, i staje się taki nie wskutek działania wrodzonych instynktów, ale własnych wyborów, których dokonuje już od najmłodszych lat swego życia.

W rzeczywistości pomysł Fromma nie jest zupełnie nowy i ideowo sięga okresu sprzed 2500 lat temu. Wtedy to bowiem w kręgu Pitagorasa i jego uczniów narodziła się koncepcja filozofii pytającej „jak żyć należy” (βιοτεον πως), aby osiągnąć szczęście. Odpowiedź wypracowaną przez filozofów stanowił mit o Heraklesie na rozstajnych drogach, który miał praktycznie pomóc człowiekowi w wyborze drogi życiowej i osiągnięciu szczęścia, czy – jak byśmy dziś powiedzieli – sukcesu.

Mit i Heraklesie, wizja Pitagorejczyków, która za nim stała, choć jest odległa czasowo od współczesności, to wciąż zaznacza swoją kulturową bliskość, nieprzemijającą doniosłość, obecność wyczuwalną w wielu dziedzinach ludzkiego życia. I od tej wizji zaczniemy.

Herakles
Mit opowiada o dylemacie młodego Heraklesa, stojącego na rozdrożach przed koniecznością wyboru drogi, którą będzie podążał w dalszym, dorosłym życiu. Na jednej z dróg pojawia się piękna dziewczyna o imieniu Kakia (z gr. „Zła”). Zachęcała ona Heraklesa do pójścia jej drogą, obiecując łatwe, pozbawione wysiłku, usłane przyjemnościami życie – to zdaniem jest szczęście. Z drugiej strony nadchodzi skromna, uboższa urodą niewiasta o imieniu Arete (z gr. „Najdoskonalsza”, a dokładniej imię jej utworzone jest od gr. czasownika „ariskomaj”, czyli sprawiać, że ktoś lub coś staje się najdoskonalszym) i zachęca Heraklesa do wyboru swojej drogi, która nie będzie łatwa, lecz właśnie trudna, wymagająca pracy i wysiłku, ale prowadząca do szczęścia.
Herakles, jak na młodego chłopaka przystało, dokonał oczywistego wyboru – zwrócił się ku pięknej Kakii.

Miedzy kobietami dochodzi do wymiany zdań i okazuje się, że obietnice Kakii są złudne. Tym bowiem, którzy za nią podążają w próżniactwie, w wykwincie, w tłustym dobrobycie upływa im młodość, w nędzy i zaniedbaniu dożywają starości; muszą się wstydzić, kiedy pomyślą o tym, co dawniej czynili, i ciężarem przygniata ich to, co czynią obecnie. Lekko wprawdzie przewinęli się przez uciechy młodości, ale na starość zachowali dla siebie same zgryzoty. Jest to zatem pozór szczęścia. Ci zaś, którzy podążają za Arete, doznają losu przeciwnego, z przyjemnością przypominają sobie swe dawne uczynki i z prawdziwym zadowoleniem wykonują prace bieżące. A w nagrodę zdobywają doskonałą pod każdym względem szczęśliwość” (Ksenofont, Pisma Sokratyczne, II 21-33, tłum. L. Joachimowicz).

W antyku mit ten zapisywano symbolicznie pod postacią litery Y, albowiem w języku greckim litera ta nazywa się ypsylon i ma dwa ramiona, z których jedno jest szersze, a drugie węższe. Sądzono, że człowiek, podobnie jak Herakles dokonuje wyboru swojej życiowej drogi. Z jednej strony stoi przed nim otworem droga szybka i łatwa, którą podążanie nie pociąga za sobą żadnego trudu i wysiłku, jednak ostatecznie pchnie go ku nieszczęściu. To ją symbolizuje szerokie ramie litery ypsylon. Z drugiej natomiast strony otwiera się przed człowiekiem droga powolna i trudna, której przejście wymaga wiele cierpliwości i pracy, jednak jej koniec uwieńczony jest zadowoleniem i szczęściem –wąskie ramie ypsylon.

Przykład herosa miał przekonywać śmiertelnych, że każdy może osiągnąć szczęście i będzie to zawdzięczać nie przypadkowi lub woli bogów, lecz własnej pracy i wysiłkowi. A prawdziwe szczęście, zaczyna się już w momencie właściwego wyboru, tu i teraz, na tym świecie, za życia.

Jezus Chrystus
Historia życia Jezusa przedstawiona w ewangeliach jest m.in. opowieścią o świadomości wyboru, którego dokonuje Chrystus i o trwaniu w swoim postanowieniu. Esencję tego wyboru obrazuje scena kuszenia Chrystusa przez diabła. Chrystus czterdzieści dni i nocy przebywa na pustyni bez jedzenia. Przybywa do niego diabeł i kusi zachęcając głodnego: ‘Jeśli jesteś Synem Bożym powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem’. Jezus nie ulega i odpowiada: ‘Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych’” (Ewangelia Mateusza IV, 1–4).

Głód symbolizuje wszelki głód ciała, wszelkie potrzeby ciała, to co przyziemne, co przemijające, tak jak przyziemny i przemijający jest głód. Chrystus jednak trwa w słowie, we wszystkim tym, co oznacza grecki termin logos (λογος), czyli w tym, co należy do świata myśli i ducha, co przeciwstawne jest ciału i materii.

Jezus daje temu wyraz później. Widać to wyraźnie podczas kazania na górze, w którym nawiązuje do mitu Heraklesa przywołując tzw. przypowieść o wąskiej i szerokiej bramie: „Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują” (Biblia Tysiąclecia, Ewangelia Mateusza, VII 13). Chrystus poucza, że przez życie można przejść wąską bramą, czyli trudną drogą, lub bramą szeroką, czyli drogą łatwą i przestrzega ludzi, aby wybierali tę pierwszą, gdyż tylko ona prowadzi do prawdziwego życia. Obietnica szczęścia, którą daje Chrystus odnosi się jednak, w przeciwieństwie do Heraklesa, nie do życia doczesnego, tu i teraz, lecz do życia pośmiertnego, ewentualnego tam i potem.

Lord Vader
Postać filmowego Vadera, jednego z bohaterów „Gwiezdnych Wojen”, to w rzeczywistości historia rodziny Skywalkerów, ojca Anakina i jego syna Luke’a. Przeznaczenie stawia obu przed koniecznością wyboru miedzy jasną a ciemną stroną mocy – siłami, które rządzą losami galaktyki i jej mieszkańców. Obaj bohaterowie dokonują zdecydowanego wyboru – każdy jednak innego.

Pierwszy przed wyborem staje Anakin, który bojąc się o życie swojej ukochanej żony i nienarodzonego dziecka (potem okazuje się, że to bliźnięta), ulega strachowi i emocjom, chce szybko i radykalnie odsunąć zagrożenie – wybiera miecz i agresję. Strach jednak prowadzi go do ciemnej strony mocy i w konsekwencji zamiast ratować, to w amoku gniewu zabija bliskich, zdradza przyjaciół, niszczy to, na czym mu zależało i co chciał uratować, traci nawet siebie samego. Zamiast zbawcą staje się panem zniszczenia (Vader od łac. vadere – kroczyć naprzód w złych zamiarach).

Dwadzieścia lat później syn Anakina, Luke Skywalker, podobnie młody i narwany jak ojciec, znajduje się w analogicznym położeniu. W niebezpieczeństwie są przyjaciele Luke’a i jego siostra Lea. Młody Skywalker wie, że odpowiedzialny jest za to jego ojciec, teraz Lord Vader, który jest przyczyną wszelkiego zła w galaktyce. Najskuteczniejszym i najprostszym rozwiązaniem wydaje się być zabicie Vadera. Mimo to Luke nie daje się ponieść złym emocjom, które wcześniej zawładnęły jego rodzicem. Staje z ojcem do walki, zwycięża go jako wojownika, ale nie zabija i kierowany synowską miłością darowuje mu życie.

Przywykły do zabijania Lord Vader, początkowo nie rozumie wyboru syna, odbiera go jako słabość, powie: „tylko głupiec opuszcza swoją broń”. Po chwili jednak dociera do niego, że syn ofiarowuje mu coś więcej niż życie – daje mu bowiem szansę naprawienia wyrządzonych krzywd i powrotu na jasną stronę mocy.

Najistotniejszym przesłaniem tej opowieści jest zwrócenie uwagi, że nawet w permanentnie złym człowieku (np. jak Vader), pod maską okrucieństwa, nadal może tlić się dobro, i jeśli wyciągnąć do takiego człowieka rękę, a nie miecz, to można go zawrócić na drogę dobra, na jasną stronę mocy. Choć trudno w życiu codziennym w to uwierzyć, to jednak często bywa właśnie tak, że ten, który krzywdzi potrzebuje pomocy bardziej, niż ten, który jest krzywdzony. Luke wybiera jasną stronę mocy. Ostatecznie ratuje przyjaciół, osiąga doskonałość, udaje mu się nawet uratować ojca. Jego wybór dowodzi, że zawsze i wszędzie można zawrócić i osiągnąć szczęście, mimo wcześniejszych błędów.

Wybór człowieka współczesnego
Skromna Arete, wąskie ramie litery ypsylon, wąska brama i jasna strona mocy, to w rzeczywistości nazwy tej samej trudnej drogi pracy i wysiłku, która prowadzi do szczęścia. Podobnie jak Kakia, szerokie ramie litery ypsylon, szeroka brama i ciemna strona mocy to nazwy łatwego wyboru, który nieuchronnie prowadzi do porażki. Współczesnych parafraz tego przesłania jest mnóstwo – ot najbardziej banalna – „nie chciało się nosić teczki, teraz ponosisz woreczki”.

Innymi słowy, sytuacja, w której znajduje się Herakles, Jezus Chrystus i Lord Vader jest uniwersalna i każdy z nich wybiera podobnie, choć nieco inaczej argumentuje. W tle ich wyborów rodzi się świadomość, że człowiek wybiera swoją tożsamość moralną poprzez czyny, których dokonuje. Nie rodzi się ani zły ani dobry, lecz się takim staje. Różnica tych historii polega w sposobie, w jaki bohaterowie zachęcają do właściwego wyboru. Herakles radzi, Chrystus ostrzega, a Vader (vel Lucas) inspiruje.

Nie ulega wątpliwość, że w pewnym sensie, kulturowo wygrał Lord Vader, który przemówił do przedstawicieli wszystkich religii. Znają go na całym świecie, Żydzi, Chrześcijanie, Muzełmanie, Buddyści – Azjaci, Europejczycy, Afrykanie. Niemal wszystkich fascynuje. Dlaczego? Dlaczego fikcja zwyciężyła rzeczywistość i podbiła współczesną cywilizację. Być może włąśnie dlatego, że Lord Vader udzielił rozgrzeszenia nawet tym, którzy w toku swoich życiowych wyborów upadli, a teraz dzieki niemu mogą powstać, zawsze i wszędzie. I nawet jeśli Vader jest fikcyjny, to jednak dotyka czegoś prawdziwego, co jest w nas – marzeń, które pozwalają się nam wznieść do gwiazd, być Skywalkerem.