Homo Inquietus

Nie tylko dla igraszki / Tony Hayward i zabawki z Indii

Posted in Czytelnia by staniszewski on 21 czerwca 2013

homo_inquietus_logoTony’ego Hayward’a miałem okazję poznać w Londynie podczas jednego z licznych festiwali kreatywnych kierowanych do branży mediowej. Pomiędzy prelekcjami, pokazami i debatami m. in. na temat nowych technologii i narzędzi komunikacji Tony prowadził warsztat. Zadaniem uczestników było własnoręczne stworzenie… drewnianej zabawki. Jako wzory i przykłady służyły egzemplarze z bogatej kolekcji Tonny’ego. Były to zabawki z Indii. Pomimo, że wykonane z odpadów – zniszczonych kawałków drewna, starych puszek czy tektury – cieszyły oko bogactwem form i niezwykle pomysłowymi rozwiązaniami technicznymi.

Wszyscy uczestnicy warsztatów – poważni menażerowie i handlowcy już po kilku minutach pochłonięci byli zmaganiem się z oporną materią. Choć niezwykli byli raczej na co dzień pracować ręczną wiertarką, młotkiem i nożycami pracowali w skupieniu i z zaangażowaniem. Widać też było że świetnie się przy tym bawią. Po kilku kwadransach stoły sali konferencyjnej zapełniły się małymi dziełami sztuki zabawkarskiej. Chociaż wszyscy pracowali w oparciu o ten sam model, każda zabawka była zupełnie inna – nosiła indywidualny rys i wyrażała osobowość twórcy. Nagle okazało się, że w każdym z uczestników tkwi dusza prawdziwego artysty, który czerpiąc z własnego wnętrza, wyzwalając dziecięcą wyobraźnię może stworzyć niepowtarzalne dzieło – fantazyjną zabawkę, która w dodatku działa!

Największym odkryciem dla wielu był jednak fakt, że ograniczenia w postaci marnych na pozór materiałów i środków mogą się okazać najlepszym stymulantem dla naturalnej i spontanicznej inwencji.

Portret Tony'ego Hayward'a, fot. z cyklu "Artyści w studio", Oliver Eglin

Portret Tony’ego Hayward’a, fot. z cyklu „Artyści w studio”, Oliver Eglin

 

Tony Hayward – brytyjski artysta, rzeźbiarz (ukończył Saint Martins School of Art oraz Royal College of Art), nauczyciel, wykładowca, trener, publicysta i podróżnik. Niemal każdego roku wyjeżdża do Indii, gdzie poszukuje ulicznych twórców tradycyjnych zabawek wykonywanych z odpadów i zużytych przedmiotów. Jego kolekcja „Made In India” prezentuje nieznane aspekty indyjskiej sztuki ludowej, eko-designu oraz rękodzielnictwa.

——————————————————————————————————————————————–

Nie tylko dla igraszki… 

Marek Staniszewski: Czy mógłbyś nam na początek opowiedzieć w jaki sposób wpadłeś na pomysł warsztatów, podczas których uczestnicy tworzą zabawki z odpadów? Skąd wzięła się ta idea?

Tony Hayward: Kluczowe były dwie wystawy – właśnie one sprawiły, że zainteresowało mnie to, co etnografowie nazywają non-western recyclia. W roku 1983 oglądałem wystawę z Zimbabwe pt. „Wire Toys”, zorganizowaną w londyńskim V&A Museum of Childhood. Prezentowano tam różne pojazdy i inne zabawki wykonane z drutu oraz materiałów pochodzących z recyklingu. Zabawki wykonane były przez dzieci w wieku od ośmiu do czternastu lat. Ta kolekcja była dla mnie niczym objawienie! Przedmioty wykonane ze zniszczonego drutu czy innych odpadów zdawały się mieć jakąś zabawową wynalazczość porównywalną z tą, którą można odnaleźć w „drucianych” pracach Alexandra Caldera. Samochody wyglądały tu jak trójwymiarowe diagramy promieniowania rentgenowskiego. Ich wyrafinowanie co do wykonania połączone z pewną naiwnością wizji wywarły na mnie niezapomniane wrażenie.

No 1 lost magic kingdoms-1Drugim wydarzeniem, było „Lost Magic Kingdoms” – wystawa prac Eduardo Paolozzi w Muzeum Ludzkości w Londynie (dziś część British Museum). Na potrzeby tej wystawy zgromadzono kilkaset zniszczonych przedmiotów i fotografii ze zbiorów British Museum, wśród nich także przykłady prac Paolozziego. To była przebogata i zupełnie nieprzewidywalna kolekcja, głównie dlatego, że sam Eduardo Paolozzi był artystą eklektycznym. Jego zainteresowania kulturą, zarówno wysoką jak i niską, ewidentnie przejawiały się w wybranych przez niego artefaktach i sposobie, w jaki je wyeksponowano.

W kolekcji znalazły się przedmioty wykonane z odpadów takie jak np. lampa naftowa z Afryki Zachodniej stworzona z puszki i szklanej bańki zużytej żarówki. Piękno i poezja tego przedmiotu wynikały z faktu, że zbędna żarówka, która niegdyś dawała światło, teraz odrodziła się i otrzymała niejako drugie życie -pojemnika na paliwo. Świeciła, choć teraz w znacznie bardziej low-tech’owej formie. Było to niczym połączenie poezji z przeznaczeniem.

Made In India MK2 7

Fragment kolekcji „Made In India”

M. S.: Obecnie prowadzisz jednak warsztaty oparte na wzorach i modelach zabawek indyjskich a nie afrykańskich. Czy możesz przybliżyć ten wątek? Skąd zainteresowanie indyjskim rękodziełem?

T. H.: Moja pierwsza wizyta w Indiach zapoczątkowała kolekcję lokalnych przedmiotów użytkowych i zabawek sprzedawanych na ulicach, targach czy festiwalach religijnych albo podczas tzw. Mela [rodzaj jarmarków – festynów]. Te zabawki były czymś więcej niż igraszką – ujawniały geniusz tworzących je ulicznych twórców-designerów. Powstawały z potrzeby i konieczności a ich magia pochodziła w dużej mierze ze zrozumienia zarówno zasad rzemiosła, jak i lokalnej tradycji uobecnianych w umysłach i dłoniach twórców. Ci zaś pracowali nad stworzeniem możliwie najlepszego przedmiotu, jaki tylko mogli stworzyć wykorzystując w pełni potencjał ograniczonej materii, którą dysponowali.

Po raz pierwszy udałem się do Indii zupełnie przypadkowo. „Załapałem się” na wyjazd z kilkoma przyjaciółmi – jeden z nich studiował malarstwo w Chelsea Art College i miał w Indiach jakichś krewnych. Właściwie od samego początku byłem porażony tym teatrem tworzenia. Tu wszędzie rządzą odpady! Metalowe puszki, szklane butelki, kawałki plastyku i papieru – wszystko ma tu konkretną wartość.

Handlarze, siedząc na targach czy poboczach dróg, skupują takie materiały z zamiarem późniejszego ich odsprzedania wytwórcom – koczują oczekując ich przybycia. W końcu przyszłe tworzywo ląduje na wagach a śmieciarze otrzymują upragnioną zapłatę za kolejny dzień znoju.

No 2 Inshad Farid working rw-1

Fot. Tony Hayward

Śmieci potrafią tu odbyć długą podróż zanim zostaną wykorzystane. Kiedy podczas pierwszej wyprawy opuszczałem Bombaj, dokładnie zapamiętałem, widok z okien autokaru: wyładowane ciężarówki pędzące wzdłuż drogi. Przewoziły olbrzymie ilości zużytych puszek. Kilka dni później odbywając pierwszą, z wielu jak się okazało, wizyt w Kolhapur – ruchliwej miejscowości targowej leżącej ponad czterysta kilometrów od Bombaju – zobaczyłem identyczne puszki ponownie. Tym razem widziałem je w warsztacie ulicznego rzemieślnika.

Ideą „Warsztatu Zabawek Indyjskich” jest zaprezentowanie ludziom w bardzo różnym wieku siły pomysłowości i prostoty tworzenia. Wszystko wskazuje na to, że wiek nie ma tu żadnego znaczenia. Wszyscy jednakowo angażują się podczas tych warsztatów.

M. S.: Dlaczego to właśnie zabawki, a nie np. narzędzia,  broń czy inne przedmioty użytkowe wciąż znajdują się w centrum Twojej uwagi?

T. H.: Zabawki są nam nieodłączne i konieczne nie tylko dla przetrwania naszego gatunku, ale też dla zrównoważonego rozwoju a także dla naszej wspólnej przyszłości. To brzmi jak coś wielkiego – nieprawdaż? Ale dokładnie tak uważam! Przecież kreatywność i spontaniczna ciekawość stanowią część naszego DNA. Jednak ta swawolność i radość zabawy najpierw bywa przytępiana, a następnie zanika zupełnie, kiedy już dorastamy. Przystosowujemy się wtedy do nacisków różnych struktur np. tych zawodowych, adaptujemy do powszechnego poczucia odpowiedzialności czy dominującego systemu. Wrodzona iskra kreatywności może w takich warunkach zupełnie zgasnąć. Jeśli jednak społeczeństwo potrzebuje kreatywności po to by w ogóle przetrwać, to potrzebuje też zabawek, które uczą myśleć, działać i wykorzystywać w pełni własny potencjał.

Portret Tony’ego Hayward’a, fot. z cyklu “Artyści w studio”, Oliver Eglin

Portret T. Hayward’a, fot. z cyklu “Artyści w studio”, Oliver Eglin

Na szczęście czuję, że obecnie klimat panujący wokół zabawek, czy ogólnie – kreatywności, jest bardzo sprzyjający a zainteresowanie tą dziedziną wciąż rośnie. Słynni innowatorzy z pracowni MIT (Massachusetts Institute of Technology) mają nawet specjalne stoliki przeznaczonych na konstrukcje z klocków Lego. Pomagające im one w wizualizacjach idei – np. miast przyszłości.

Można dziś zaobserwować pewien „zryw” zarówno w laboratoriach wynalazców jak i w murach uczelni, by rozwijać kreatywność i w pełni wykorzystywać jej potencjał. Dotyczy to wszystkich sektorów biznesu począwszy od producentów samochodów, takich jak np. BMW, poprzez firmy takie jak Google czy British Airways. W tym samym czasie zespoły menadżerów z Unilevera zwiedzają targi prezentujące nowe technologie czy rozwiązania mobilne, by poznawać nowe formy dostępnych gadżetów i zabawek.

M. S.: Wróćmy na chwilę do Twojej głównej pasji – zabawek indysjkich. Czy możesz opowiedzieć jak powstawała kolekcja, a następnie wystawa „Made in India”?

T. H.: Kiedy zdecydowałem się zbierać takie zabawki, te zaczynały już szybko znikać z ulic i targowisk. W tym samym czasie moi przyjaciele z Indii zupełnie szczerze powiedzieli mi, że kolekcjonuję zwykły złom. Ludzie, których tu spotykałem nie mieli najmniejszych wątpliwości, że jeśli już, to powinienem zbierać rzeczy ładne i błyszczące. Większość z nich nie widziała żadnej wartości w tanich zabawkach lub wykazywała nimi minimalne zainteresowanie zachodząc w głowę dlaczego nie kupię sobie po prostu „prawdziwych” zabawek produkowanych w niezliczonych warsztatach pamiątkarskich.

Faktycznie, myślę że niektórzy z moich przyjaciół wciąż uważają, że ta kolekcja jest krzywdząca dla wizerunku Indii i przedstawia zafałszowany obraz, który ignoruje gwałtowny rozwój tego kraju w kierunku nowoczesnej produkcji przemysłowej i społeczeństwa w stylu high-tech. Co prawda niektórzy zaczęli ostatnio zmieniać tą opinię…

Ja zaś czuję, że kolekcjonuję i dokumentuję to, co zwykle niezauważone i pominięte. Według mnie kolekcja ukazuje bogactwo tworzenia i rejestruje pracę tych rzemieślników przed ich nieuchronnym zniknięciem, kiedy to, co przemysłowo przetwarzane zastąpi to, co wykonywane.

Made In India MK2 8

Fragment kolekcji „Made In India”

Przyszłość nie zapowiada się dla tych twórców wesoło. W pogoni za postępem wielu z nich (np. tworzący z puszek Abdul Bagewadi pochodzący z leżącej w stanie Karnataka Hubli), chce aby ich dzieci dokonały skoku poprzez dwa lub trzy pokolenia i pracowało w „nowym przemyśle”, takim jak na przykład technologie informatyczne.

Istotny jest więc dla mnie fakt, że kolekcjonuję zabawki tworzone na rynek lokalny, a nie jako sztuka przeznaczona dla turystów. Choć nie są to przedmioty rzemieślnicze, to są kunsztownie wykonane. Według mnie nie udają, że są czymś więcej niż są; ich uczciwość jest ich niewinnością. Ponadto są to zabawki „żyjące”, co oznacza, że wykonano je po to by się nimi bawić – podczas gdy wiele „rzemieślniczo-pamiątkarskich” zabawek powstaje wyłączenie jako dekoracja.

Na ulicach i na targowiskach zacząłem się spotykać i rozmawiać z osobami robiącymi zabawki, obrabiającymi puszki, twórcami rękodzieła – chciałem lepiej zrozumieć ich rzemiosło. Wiele się w ten sposób dowiedziałem o ich nadziejach i marzeniach. Indie to takie szybkie zderzenie wieku XVII z wiekiem XXI i wielu z tych twórców ciężko pracuje na to by ich dzieci dostały pracę np. w IT.

Fot. Tony Hayward

Fot. Tony Hayward

Wielu spośród tych rzemieślników nie tyle miało nadzieję, że będą mogli porzucić swój zawód, co że zobaczą swoje dzieci piszące w przyszłości i klikające na laptopach. Nie ma tu miejsca na nostalgię…

Tak jak wspomniałem – powstałe z potrzeby i konieczności zabawki posiadają pewną magię wynikającą ze zrozumienia przez twórców rzemiosła i lokalnej tradycji. Usiłują oni wydobyć z ograniczonego materiału wyjściowego cały potencjał. Ich wytwory są autentyczne i prawdziwe. Dla porównania: przedmiotom w centrach pamiątkarskich i dużych warsztatach, produkujących rzeczy dla turystów czy przedstawicieli indyjskiej klasy średniej, zupełnie brak tych właściwości zabawek, które spotykałem na ulicach. Zabawki z warsztatów pamiątkarskich sprzedawane są głównie jako ozdoby, przedmioty dekoracyjne. Tworzone głównie na obszarach wiejskich z przeznaczeniem na rynki miejskie sprzedawane są jako „autentyczne” wyroby rzemieślinicze dla klientów pragnących nabyć tzw. „żyjącą tradycję rękodzielniczą”. Niestety akurat tego w nich nie ma.

Uliczny sprzedawca zabawek w Solapur - fot. Tony Hayward

Uliczny sprzedawca zabawek w Solapur – fot. Tony Hayward

M. S.: Jakie warunki wg Ciebie wpływają najbardziej na styl i design indyjskich zabawek? Czy są to czynniki kulturowe, religia, historia czy może jakieś szczególne podejście a może głównie czynnik ekonomiczny?

T. H.: Frank Koram ciekawie pisał na temat reinkarnacji i jej związku z przedmiotami z recyklingu. Wyjaśniał w jaki sposób w Indiach wzory re-cykliczności istnienia stanowią rdzeń wierzeń religii hinduistycznej. Cytując Davida Knipe’a: „Wszechświat napędzany jest odwieczną regeneracją w procesie koniecznego i powtarzalnego umierania, co w nieodgadniony sposób stwarza dla świata nowe byty, żywioły i jego mieszkańców każdego gatunku…”. W Indiach jest to przedstawiane nie tylko w świętych księgach ale też na ulicach.

Sprzedawca zabawek - Kalkuta, fot. Tony Hayward

Sprzedawca zabawek – Kalkuta, fot. Tony Hayward

Na bardziej przyziemnym poziomie gospodarczego utylitaryzmu w tradycyjnym systemie kastowym oczekuje się, że praktyka ponownego wykorzystania rzeczy zastrzeżona jest wyłącznie do określonej grupy lub poziomu kastowości. Biedni kontynuują tradycję produkowania nowych przedmiotów z odpadów dla potrzeb osobistych lub re-cyrkulacji w zubożałych grupach, tak jak robili to przez pokolenia. Jednak niektórzy twórcy w XXI wieku kontestują system kastowy podnosząc rangę swojej pracy do twórczości folkowej by także w ten sposób próbować wyrwać się z nędzy.

Podczas jednego z moich pierwszych wyjazdów do Indii poznałem Vinoda Kumara – kupiłem od niego zabawkę: bębniący wózeczek. W tym czasie był on twórcą zabawek sprzedającym swoje wyroby na ulicach Delhi. Od tego czasu wiele się zmieniło – został wypromowany na międzynarodową skalę dzięki Muzeum Rękodzielnictwa w Delhi. Obecnie zarabia jako folkowy artysta pracując na materiale z surowców wtórnych. Jego twórczość w roku 1998 była wystawiana w londyńskim Craft Council.

Sprzedawca wiatraczków na ulicach Solapur - fot. Tony Hayward

Sprzedawca wiatraczków na ulicach Solapur – fot. Tony Hayward

Życząc mu sukcesu i lepszego życia czuję jednocześnie, że dzieła które teraz tworzy pomimo sugerowanej funkcjonalności spełniają głównie funkcję ozdób – tracąc przez to cały swój autentyzm. Jakkolwiek istnieje jakieś niepisane porozumienie pomiędzy Vinodem i jego nową publicznością, nabywającą rzeczy raczej w galerii niż na ulicy – publiczności, która oczekuje od przedmiotów wykonanych z materiałów recyklingowych pewnej dosadności czy rubaszności. Moim zdaniem widać tu rozbieżność pomiędzy użytecznością zabawek tworzonych przez Vinoda dawniej i przedmiotów tworzonych dla nowej klienteli nabywającej je jako przykłady dekoratywnej miejskiej sztuki folk.

Myślę też: jak bardzo te zabawki zmieniają się kiedy już przestają być funkcjonalne i czym się właściwie stają gdy zostaną wyrwane z  kontekstu, w którym były niegdyś tworzone?

Ktoś mógłby powiedzieć, że dzieła Vinoda utraciły swój pierwotny zamiar ponieważ teraz tworzone są dla „obcego” środowiska, cały zaś background twórcy odległy jest od oczekiwań nowej publiczności kupującej przedmioty w rodzaju jego zabawek wyłącznie w celach dekoracyjnych.

Vinod działa obecnie na zupełnie nowym rynku. Nabywca nie zwraca tu zabawki wytwórcy tylko dlatego, że ta nie działa. To rynek, na którym oglądasz, ale nigdy się nie bawisz. Zabawka traci tu swoją intencję. Mówiąc wprost: cóż w tym zabawnego?

M. S.: Kiedy porównujesz zabawki tworzone dawniej z tymi współczesnymi – mam na myśli gadżety elektroniczne, wirtualne światy gier i zabaw – co cię uderza najbardziej? Czy dostrzegasz jakieś znaczące różnice? Czy sam charakter dzisiejszych zabawek może mieć jakiś wpływ na tych, którzy się nimi bawią?

Fragment kolekcji "Made in India"

Fragment kolekcji „Made in India”

T. H.: Zabawa ogólnie i cieszenie się zabawkami czy grami – niezależnie czy są one online’owe czy offline’owe – to kluczowe aktywności dla rozwoju naszej ludzkiej kreatywności. Inwencja czy innowacja przynoszą korzyści nam samym jako jednostkom i naszemu społeczeństwu w ogólności. To podstawowe, esencjonalne elementy dla naszego przetrwania. Przestańmy myśleć o zabawkach jedynie jako o rzeczach do zabawy. Są one nieodłączne dla naszego gatunku, sensu bycia i naszej przyszłości a zatem także dla naszych dzieci i przyszłych pokoleń.
Bawmy się!

Reklamy