Homo Inquietus

Hades 2011 // Drogi człowieka do szczęścia

Posted in Jarosław M. Spychała by staniszewski on 18 lipca 2011

Tekst: Jarosław Marek Spychała

Często różnego typu publikacje zaczynają się zwrotem „człowiek od zamierzchłych czasów / od zarania wieków …”. Niewątpliwie są to skróty myślowe – jakoś trzeba zacząć, a autorzy najczęściej nie przywiązują do nich większej wagi. Ale, czy rzeczywiście „człowiek od zamierzchłych czasów …” robił to lub tamto, myślał to lub tamto? Nie są to sądy uprawnione historycznie – przypomnieć należy, że historia nie jest nauką o przeszłości, ile sztuka interpretacji świadectw przez przeszłość pozostawionych. Jeśli zatem nie mamy świadectw pisanych pochodzących z owych zamierzchłych czasów, to nie bardzo mamy podstawę do wydawania sądów. W takich przypadkach w naszym wyobrażeniu o przeszłości jest więcej teraźniejszości, niż rzeczywistej przeszłości.

Jest zatem w zwrotach „człowiek od zamierzchłych czasów …” pewna pułapka poznawcza. Wprowadzają one bowiem do naszego myślenia rozpoznany przez Heideggera mechanizm pozornej oczywistości (tak się mówi, tak się myśli itd. – Heideggerowskie „das man”), który zamiast pozwolić nam poznać prawdę, to ją przed nami zakrywa. Do tematu, przy okazji którego – o ile się go porusza – często używamy podobnych skrótów myślowych należy zagadnienie śmierci, naszego stosunku do niej.

Kiedy jako młody człowiek zetknąłem się z „Tangiem” Sławomira Mrożka, moją uwagę zwróciła wypowiedź jednego z bohaterów, Artura, który komentował śmierć cioci: „Umarła! A jednak to dziwne. Była taka niepoważna…”. Wówczas słowa te w pewnym sensie bawiły mnie, wydawały mi się nierealne, odległe, niemożliwe w rzeczywistości. Stąd nie odbierałem ich na serio. Dziś, gdy ruszyliśmy z projektem „HADES 2011” (www.hades2011.pl) okazało się, że w słowach Artura nie było przesady. W ramach projektu realizujemy film dokumentalny i pytamy żyjących ludzi (w każdym wieku i z różnych stron świata), jak ludzie wyobrażają sobie życie po śmierci, i czy to wyobrażenie wpływa na ich codzienne życie, na wybory, jakich dokonują.

Okazało się, już przy pierwszych scenach, że pytanie o śmierć, o to, co dzieje się z człowiekiem po śmierci i jaki mamy do tego stosunek stało się tak oczywiste, wręcz banalne, że osoby o to zapytane, reagują nie tyle lękiem, zaniepokojenie, strachem, co zdziwieniem, uśmiechem, niezrozumieniem. Są zdziwione, że można o coś tak oczywistego zapytać. Wręcz wydaje im się to niepoważne. Jednak po kilku chwilach okazuje się (nie zawsze), że zapytany nie wiele w tej sprawie do powiedzenia, mimo że odpowiedź wydawała mu się prosta i banalna.

Są oczywiście także inne reakcje i odpowiedzi. Naszymi rozmówcami byli przedstawiciele odległych kultur, np. hinduskie plemię Saharija (tzw. mieszkańcy lasu), mieszkańcy indonezyjskiej Bali, czy Tajlandii. Czyli przedstawiciele kultur, o których zwykliśmy sądzić, że są bardzo uduchowione. Jakkolwiek nie mamy żadnych oczekiwań i prezałożeń w odniesieniu do potencjalnych odpowiedzi na nasze pytania, to trudno czasami ukryci nam zaskoczenie. Oto np. pewien hinduski artysta na pytanie jak wyobraża sobie śmierć odpowiedział, że w ogóle sobie jej nie wyobraża, nigdy o niej nie myśli i że według niego nie ma nic po śmierci. A z kolei nasz tłumacz, francuz z pochodzenia i członek hinduskiej trupy, który pomagał nam w rozmowie z Hindusem, na to samo pytanie odpowiedział nam, że wierzy w reinkarnację i w prawo karmy.

W moim odczuciu sprawa zatem nie jest oczywista, na pewno nie jest błaha, lecz istotna, wymaga uwagi i namysłu każdego człowieka, gdyż sposób myślenia o śmierci determinuje jednocześnie sposób pojmowania sensu życia, szczęścia. Pytając o śmierć, nie pytamy zatem o to, czego się boimy, lecz o to, na czym nam zależy, co jest dla nas ważne, wartościowe w życiu.

Aby uzmysłowić sobie rolę śmierci, stosunku człowieka do śmierci, warto sięgnąć tu do jednego ze starszych tekstów kultury, do eposu Gilgamesza, który po śmierci swojego przyjaciela, rzecze w następujących słowach: „Ukochany przyjaciel mój stał się ziemią, Enkidu, przyjaciel miły, w ziemię się zmienił! Czyż i ja nie umrę, czy też nie legnę, ażebym po wieki wieków już nie wstał? Oto się spotkałem z tobą, szafarko. Obym nie zobaczył śmierci, której się lękam!

Rzecze doń szafarka, do Gilgamesza:

Gilgameszu! Na co ty się porywasz? Życia, co go szukasz, nigdy nie znajdziesz! Kiedy bogowie stwarzali człowieka, śmierć przeznaczyli człowiekowi, życie zachowali we własnym ręku. Ty, Gilgameszu, napełniaj żołądek, dniem i nocą obyś wciąż był wesół, codziennie sprawiaj sobie święto, dnie i noce spędzaj na grach i pląsach! Niech jasne będą twoje szaty, włosy czyste, obmywaj się wodą, patrz, jak dziecię twej ręki się trzyma, kobiecą sprawę czyń z chętną niewiastą: tylko takie są sprawy człowieka!” (Gilgamesz. Epos starożytnego dwurzecza, zrekonstruował i przełożył Robert Stiller, PIW Kraków 1980) Gilgamesz nie należał do łagodnych ludzi. Rządził surowo, oddawał się wszelkim rozrywką, zabijał i nie raz widział śmierć innych, lecz śmierć mało go obchodziła. Wskutek śmierci przyjaciela, bliskiej osoby, po raz pierwszy naprawdę odkrywa śmierć. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że będzie i ona jego udziałem. Nie chce się na to zgodzić, a jego dalsze działania są poszukiwaniem antidotum na śmierć, poszukiwaniem nieśmiertelności, która ma go uspokoić i uczynić szczęśliwym.

I właśnie postawa Gilgamesza jest ważnym punktem odniesienia także dla późniejszych czasów, w tym również naszej, zachodnioeuropejskiej kultury. Każda epoka, niemal każdy bohater musi stawić czoła śmierci. Niewątpliwie stosunek człowieka do śmierci różnicuje się jest na przestrzeni kultur i czasu, ulega procesom historycznym. Zmiany te jednak nie zacierają wagi stosunku człowieka do śmierci, z którą w różny sposób się on godzi. I ten różny sposób radzenia sobie ze śmiercią jest silnym impulsem rozwoju kulturowego, duchowego i indywidualnego człowieka. To on najczęściej wyznacza to, co ważne w życiu.

Temat stosunku człowieka do śmierci jest niewątpliwie przebadany w wielu aspektach, historycznym, antropologicznym, religioznawczym itd. Inaczej być nie może, gdyż ufundowana jest na nim przecież cała filozofia i kultura. Ewolucję stosunku człowieka do śmierci zaobserwował, zdiagnozował i syntetycznie opisał Paul Tillich w „Męstwie bycia”. Nie idzie nam jednak wprost o teoretyzowanie i diagnozowanie społeczne. Bardziej zależny nam na autentyczności postaw naszych rozmówców. Chcemy zapytać, co naprawdę o tym myślą i czy to ich myślenie pozwala im odnaleźć sens życia, drogę do szczęścia.

 

Reklamy