Homo Inquietus

Pomilczeć nad Katastrofą

Posted in Czytelnia, Osoby związane z Fundacją by staniszewski on 18 kwietnia 2010

Dziękujemy wszystkim osobom wspierającym działalność Fundacji Homo Inquietus.

Poniżej refleksja profesor filozofii Jadwigi Mizińskiej. Tekst odnosi się do tragicznych wydarzeń z 10 kwietnia.

W imieniu całego zespołu Fundacji bardzo dziękuję Pani Profesor za podjęcie tego bolesnego tematu.
Marek Staniszewski

 —————————————————————————————————————————-

Jadwiga Mizińska
UMCS Lublin
(Sobota, 18. 04. 2010)

 Pomilczeć nad Katastrofą.                             

Tak jesteśmy skonstruowani, że nasz umysł buntuje się  przeciwko Przypadkowi. Nie każdemu jednak. Przypadek ma bowiem dwie twarze: uśmiechniętą i ponurą. Widać to w potocznym słownictwie, które odróżnia „szczęśliwy traf losu” od „nieszczęśliwego przypadku”, zwanego też bardziej ekspresyjnie „wypadkiem”. Odciśnięte w potocznej nowie doświadczenie ludzkości da się zwerbalizować następująco: Zasadniczo świat jest przewidywalny, kierowany prawami boskimi i ludzkimi, istnieje w nim ład, którego najbardziej widocznymi przejawami są regularności Przyrody, powtarzalność cyklów: wiosna – lato – jesień – zima, czy wschody i zachody słońca, dzień i noc, albo:  urodziny- wzrastanie – więdnięcie- starzenie się –umieranie.

Zakłócenie tego porządku, podważenie tej regularności wywołuje psychiczny wstrząs. Jego przesłanką jest rozczarowanie i zawód: stało się inaczej, niż być powinno! Mało kto zastanawia się przy tym, co to znaczy „powinno”. A zwłaszcza: kto ma być gwarantem tej powinności – kogo zatem obarczyć winą za nie zrealizowanie po- winności.

To pytanie, w którym pobrzmiewa wielka pretensja, nasila się zwłaszcza wówczas, gdy nieszczęśliwy przypadek przybiera rozmiary katastrofy.

Czym jednak jest katastrofa?

Od pojedynczego, tymczasowo tylko unieszczęśliwiającego  pojedynczego człowieka złego przypadku (który przynajmniej do pewnego stopnia jest odwracalny; złamanie nogi kończy się przywróceniem jej sprawności) katastrofa  różni się dwiema cechami. Po pierwsze tym, że dotyka jednocześnie całą zbiorowość, po drugie – że jest nieodwracalna.

Same już katastrofy dzielą się na przyrodnicze, powodowane „szaleństwem żywiołów” (np. tajfun, tsunami, powódź) oraz społeczne, spowodowane  szaleństwem samych ludzi (np. wojna,)

Przez „szaleństwo” rozumie się  swego rodzaju rozkiełznanie, przekroczenie granic, zerwanie tam i hamulców, bezprawie, czyli złamanie prawa. Albo ze strony „naturalnych konieczności”, albo – konieczności i prawideł społecznych; prawnych, obyczajowych, estetycznych, moralnych itp.

W szaleństwo nie popada się świadomie; żaden szaleniec nie przyzna się do niego. Przeciwnie, ogłosi swój sposób widzenia świata czy  postępowania  jako rozumny, i, co więcej – mający obowiązywać wszystkich innych (przykładem totalitaryzm z Orwellowskimi hasłami „nienawiść jest miłością”, „wojna jest pokojem”). Ale też szaleństwo nie zdarza się bez przyczyny. Obłęd szekspirowskiej Ofelii spowodowany był rozdarciem młodziutkiej dziewczyny pomiędzy lojalnością wobec  ojca, nikczemnego  Poloniusza, a miłość do Hamleta. Jako że obaj najważniejsi w jej życiu mężczyźni stali po dwóch stronach aksjologicznej barykady, równie silne przeciąganie z oby stron musiało doprowadzić do pęknięcia. Psychika młodziutkiej dziewczyny poradziła sobie w ten sposób, że odrzuciła zasadę jednoznaczności i tożsamości na rzecz odwrotnej, że wszystko może być wszystkim: „sowa – córka piekarza”. Ostatecznie jednak i obłęd (przeciwieństwo porządku) popchnął Ofelię do samobójstwa – przez pomylenie lądu stałego z wodą.

Tak to zamieszanie w umyśle, a już zwłaszcza pomieszanie wartości prowadzi do pomieszania zmysłów; oczy przestają widzieć to co jest, biorą fikcję za rzeczywistość, uszy głuchną na dźwięki z zewnątrz,  w zamian słysząc urojone głosy, chwieje się nawet zmysł równowagi, myląc górę z dołem …

*

Wydarzenie, jakie wstrząsnęło  całą Polską i sporą częścią globu w tydzień temu, w dniu 10 kwietnia 2010 roku, kiedy to przy próbie lądowania rozbił się samolot wiozący na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej prezydenta Lecha Kaczyńskiego z małżonką Marią oraz 94 innymi osobami na pokładzie, nosi wszelkie znamiona  katastrofy. Śmierć, bez wyjątku wszystkich pasażerów, to – wydawać by się mogło – przede wszystkim ogromna tragedia dla nich i ich rodzin oraz najbliższych. Ale wokół tej tragedii natychmiast powstała aura Katastrofy, i to – szczególnej. Innej, niż wielu innych tego rodzaju wypadków roztrzaskania się samolotu czy wykolejenia pociągu z mnóstwem ofiar. Różniącej się też jakoś od najbardziej spektakularnej i legendarnej katastrofy zatonięcia „Titanica”.

Cóż takiego osobliwego przydarzyło się więc pod Smoleńskiem?

To, co najbardziej rzuca się w oczy w pierwszym momencie, to fakt, że pasażerowie nie byli przypadkowi. Znaleźli się na liście po długim namyśle, dobrani według specjalnego klucza: Kto jest godzien dotrzeć do celu, którym były obchody rocznicy zbrodni katyńskiej, tym razem z intencją pojednania i przebaczenia. Przebaczać spadkobiercom „katów” mieli spadkobiercy  „ofiar”. Oba słowa opatruję cudzysłowem, bo, jak się przekonaliśmy w historii rozliczeń innej tragedii, Holocaustu, takie schematyczne kwalifikacje przy bliższym wglądzie okazały się nazbyt schematyczne, nierzadko wręcz fałszywe.. Bywali wszak pośród „złych Niemców” także „dobrzy Niemcy”, a wśród „szlachetnych Polaków” – szmalcownicy i mordercy prześladowanych Żydów.

Delegacja, która udała się na tę pielgrzymkę wybaczenia, także składała się z różnych osób. Ludzi o  odmiennych osobowościach, poglądach, intencjach, motywach, przeszłości  politycznej i równych doświadczeniach biograficznych. Roztrzaskanie się samolotu, które pociągnęło za sobą roztrzaskanie się ich ciał, w jednym momencie sprawiło, że  w oczach wielu Polaków stali się oni jednym podmiotem zbiorowym. Tak, jakby podobna śmierć znosiła te wszelkie różnice , zmazywała całą przeszłość i odbierając im życie, gładziła wszelkie błędy i grzechy, od których nie jest wolny żaden, ale to żaden z nas, śmiertelnych.

Straumatyzowana ogromem ludzkiego nieszczęścia świadomość osieroconych przez elitę władzy obywateli, w pierwszym momencie zastygła z niedowierzania. To typowa reakcja na Niespodziewane- okrzyk „niemożliwe”! myśl wzbrania się przed wypadnięciem  z utartych kolein, lękając się swego własnego wykolejenia. Ale powtarzające się co chwila komunikaty, potwierdzające i powiększające grożę, zmuszają do włączenia zastygłego mechanizmu. Ocykająca się z paraliżu, ludzka myśl nie jest wszakże w pełni sprawna. Aby pojąć niepojęte, potrzeba niesłychanie długiego, wytrwałego i napiętego wysiłku. Nade wszystko zaś – czasowego dystansu, kiedy to mogą wybrzmieć wszelkie akordy ponurej melodii,  ujawnić się jeszcze nie odkryte, po prostu nieznane  okoliczności i, tymczasem nieobejmowalne promieniem myśli, aspekty Katastrofy.

Katastrofa – to wydarzenie nie- samowite. To, dość często nadużywane słowo, akurat teraz jest na swoim miejscu. Nie – samowitość to przeciwieństwo „samowitości” – powtarzalności takiego samego.

Podczas jednak, gdy nasz umysł jest opieszały, serce wzbiera niecierpliwością. Uruchomione w sposób szokowy emocje: niedowierzanie, przerażenie, współczucie, ale i poczucie absurdu, wzmożone  poczuciem winy, że się „mówiło złe świadectwo przeciwko swoim bliźnim”, już teraz nie do odwołania, zgroza wywołana nagłością i rozmiarami nieszczęścia- wszystko to domaga się natychmiastowego rozładowania.

W takiej sytuacji włączają się usłużne stereotypy, których składowiskiem jest doświadczenie z przeszłości oraz przechowywane w podświadomości schematy reagowania na kryzysy. Wiadomo jedno: trzeba coś mówić, trzeba coś robić.

Wieki Czarny Tydzień, oddzielający wypadek od grzebania jego ofiar jest czasem wylewu, uruchomienia się i gorączkowego aktywizowania wszelkich stereotypów przechodzenia przez Polaków licznych narodowych tragedii. Historia ich nam nie szczędziła, toteż archiwum zborowej  pamięci w nie obfituje:

Spróbujmy ponazywać te, które doszły do głosu w pierwszym rzędzie;

I  Jedność całego Narodu w obliczu śmiertelnego  zagrożenia.

II Spiskowa teoria podstępnego knowania ze strony wroga  i zamachu na polskie interesy narodowe.

III Skupienie się wokół symboli religijnych typowych dla Polaka – Katolika, modlitwy i nabożeństwa, szukanie ukojenia i pocieszenia w wierze .

IV Zbiorowe manifestacje podwyższonych emocji; wygłaszanie wzniosłych przemówień gloryfikujących domniemane (czy zgoła wymyślone zasługi ofiar katastrofy), prześciganie się, kto szybciej i lepiej uczci ich pamięć.- również a formie pomników, nadania imion ulicom itp.

V Tworzenia instrukcji sposobu i form przechodzenia żałoby (z kulminacją w postaci pogrzebu) oraz domagania się, aby wszyscy restrykcyjnie je wypełniali. (taką instrukcję rozesłała minister oświaty i szkolnictwa wyższego ,a władze mojej uczelni ją powieliły i uszczegółowiły, egzekwując jej przestrzeganie).

*

Próbowałam dotąd, niejako z zewnątrz, opisać, jak na katastrofę pod Smoleńskiem reagują media oraz moje najbliższe, „służbowe” otoczenie. Da się z tych opisów wyprowadzić pewną ogólniejszą regułę:

Otóż jest nią odgórne organizowanie emocji. Jak gdyby nie dowierzając, że nawet dorosłe i dojrzałe osoby zdobędą się – każdy na swoją własną – autentyczną reakcję, różne instytucje, a w ich imieniu mass media, proponują, a nierzadko wręcz narzucają zarówno sposób przyjmowania do wiadomości i przechodzenia żałoby, jak również – jej celebrowania.

To poniekąd oczywiste: wydarzenia które dotyczą wielkich zbiorowości i mają bezpośredni wpływ na jej los, same z siebie niejako zagarniają ludzi, konstytuując „podmiot kolektywny”. Spójnią, zwornikiem takiego MY są podobne emocje; zaś warunkiem włączenia się do owej chwilowej wspólnoty jest podzielanie „właściwych”, to jest akceptowanych przez większość emocji. Podłączanie się do preferowanego wzorca odbywa się na drodze, którą psychologowie nazywają „zarażaniem”. Oburzenie, narzekanie,  ale też śmiech, i płacz, przyjmując widoczne gołym okiem przejawy (miny, postawa, gesty, akcesoria) rozszerzają się błyskawicznie w tłumie – zarówno na wiecu, na ulicy, jak i przed telewizorami. Jako że wzorce płyną z góry (choć owa „góra” pozostaje anonimowa), nabierają mocy imperatywu kategorycznego.

Jest to szczególnie ewidentne w społeczeństwie masowym. Wszak warunkiem uczestnictwa w masie na równych prawach z innymi jej atomami, jest maksymalne podobieństwo do pozostałych.

Ktoś, kto przyznałby się, ze podczas narodowej żałoby dobrze bawił się z przyjaciółmi na grillu, zostałby odsądzony od czci i wiary jako moralny potwór. Ktoś, kto publicznie oznajmiłby, że nic go nie obchodzą losy ofiar katastrofy, zasłużyłby na miano nihilisty albo cynika.

A skądinąd wiemy, że naprawdę, w głębi ducha, ludzie są różni. Ktoś, kto właśnie  odebrał wyniki badań potwierdzających nieuleczalną chorobę, może co najwyżej udawać, że uczestniczy w spektaklu masowego żalu nad nieznanymi sobie osobiście osobami.

Rozumiejąc potrzebę pospiesznego odgórnego  organizowania masowych emocji (choćby po to, by zapanować nad potencjalnym chaosem), zarazem dobrze jest zdać sobie sprawę, że jest to jedynie ich chwilowe rozładowanie. Przede wszystkim zaś: że cały spektakl rozgrywa się na poziomie właśnie emocjonalnym. Zatem – odruchowym. Wprawdzie psychicznym, ale nie sięgającym głębi duszy. Czyli tego poziomu, na którym rozgrywa się wewnętrzny dramat uczuć.

Podczas gdy emocje są przelotne i powierzchowne, a przy tym spektakularne – właśnie dlatego pozwalają się powielać i naśladować, uczucia drążą do wewnątrz. O ile w ogóle występują, mają charakter całkowicie indywidualny. Są własnością tego oto człowieka, którego na nie „stać”. Bo uczucia są kosztowne, w tym sensie, że poruszają nas do głębi. Obejmują nas w całości, zagarniają do środka. Tak jest na przykład z miłością, która jest zdolna wręcz odmienić zakochanego, uskrzydlić, rozświetlić go od wewnątrz, odmłodzić, zmienić stosunek do innych, nawet wrogich osób, i do całego świata. Jest też tak z autentyczną rozpacza i żałobą, która nas dotyka po stracie najbliższej ukochanej osoby. Wtedy, na odwrót, jak gdyby kurczymy się, zastygamy, sztywniejemy, przestajemy dostrzegać wszystko co radosne i kolorowe.. Zapadamy się do wewnątrz.

Podczas gdy emocje mają żywot niezwykle krótki – przypominają jętki- jednodniówki i są równie szybko zapominane, jak powoływane do istnienia, uczucia kształtują się przez dłuższy czas, przechodząc różne fazy, nim wyblakną, ostygną i obumrą. W procesie ich  rodzenia się, formowania i rozwoju, może (choć nie musi) brać udział rozum. Dotyczy to zwłaszcza uczuć wyższych, takich jak patriotyzm, miłość do rodziców, dzieci, przyjaciół. Ich autorem jest – jednoznacznie – ten, który je przeżywa. Podkreślę raz jeszcze: uczucia nie mogą być naśladowane; a jeśli nawet to się zdarza, można bez trudności zdemaskować takowe quasi- uczucia.

Inną, i bodaj najistotniejszym atrybutem uczuć jest to, że włączają się one w życie, działanie, zachowanie i postępowanie, kształtuję określona postawę, np. miłośnika lub nienawistnika. Zresztą jest to synonim ich autentyczności i wiarygodności. Pod wpływem miłości do Oleńki Billewiczówny, krewki warchol Kmicic, przemienia się – dowodząc tego postępowaniem – w żarliwego patriotę. Następuje w nim więc trangesja, swego rodzaju przemienienie, aż do niepoznania.

Uczucia mają też wpływ na myślenie. Osoba kochająca ludzi (na przykład

ze względów religijnych) nawet o nieprzyjaciołach myśli jako o bliźnich. Taka natomiast, która podlega zorganizowanemu zarażaniu emocjami, na drugi dzień jest w stanie bezcześcić imię tego, kogo wczoraj publicznie opłakiwała.

*

Nie ukrywam, że mam duży dystans do masowych objawów żalu i żałoby, szczególnie tych, które są  przejawiane i pokazywane w mediach, a już zwłaszcza w „obrazkowej” telewizji. Głównie z tego względu, że uczucia uważam za sprawę głęboko intymną. Prawdziwa miłość, prawdziwy ból, prawdziwy smutek, prawdziwa rozpacz nie znosi bycia na widoku publicznym. Z dwóch powodów; aby nie narażać innych na zasmucanie moim smutkiem, a po drugie: bo głębokie uczucie traci coś istotnego, kiedy się je w sposób celowy usiłuje zademonstrować. Forma może wtedy wziąć gorę nad treścią/ Cudze obojętne spojrzenie może zranić naszą już i tak zbolałą duszę.

Dlatego też niegdyś osobista żałoba chroniona była rytuałami mającymi na celu jej częściowe przynajmniej zamaskowanie. Stąd wdowie welony, niepisany zakaz nie odwiedzania domów nią dotkniętych, nie objawiania własnej radości w obecności ludzi zrozpaczonych.

Ta dyskrecja po obu stronach ma na celu chronienie autentycznych uczuć przez szacunek do tych, którzy je przeżywają. Można je co najwyżej uwzględniać w regulacji własnego zachowania, pod tym katem, aby nie ingerować w cudzy ból, cierpienie, względnie nie zakłócać ekstatycznej radości.

W obliczu silnych, a już szczególnie granicznych  uczuć, przystoi MILCZENIE. Także po obu stronach. Przeżywającego, który czuje, iż wielka radość lub ogromny smutek nie mieszczą się w żadnych słowach, osób towarzyszących, którzy mają obawy, by nietrafnym czy zbędnym słowem tych uczuć nie urazić.

Milczenie, Cisza – to najwłaściwsze zachowania w stosunku do takich – cudzych i własnych – doznać i przeżyć, które ze względu na swoją niesamowitość, niepojętość, niezrozumiałość dosłownie przekraczają ludzkie pojęcie. Tak, jak to się dzieje w przypadku Katastrofy pod Smoleńskiem.

POJĘCIE, czyli uformowany myślowo i zwerbalizowany, ujęty w słowa,  jej kształt, może przyjść dopiero z czasem, I pod warunkiem intensywnego nad nią rozmyślania, przemyśliwania, zastanawiania się. Medytowania.. Poszukiwania różnorodnych jej przyczyn, śledzenia skutków, porównywania wielu  różnych własnych i cudzych interpretacji.

„O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”- pisał Ludwig Wittgenstein.

Milczenie nie jest bynajmniej pustką, tak jak i cisza nie jest brakiem głosów. I Milczenie i Ciszę cechuje powściągliwość, obawa przed pochopnością w zamianie odczuć na słowa. Banalne, błahe, czcze słowa, zamiast komunikować prawdę o przeżywaniu, zakłamują ją. Niekiedy – pokrywają szumem niewiele znaczącym szumem, pianą pustych slów, nieobecność autentycznego   przeżycia.

Zadziwiające, jak bardzo dziś lękamy się Milczenia, jak obawiamy się Ciszy. Nic – nie – mówienia. A było ono kiedyś wymagane w obliczu sacrum. Najwidoczniej wyparowało ono nawet z aż tak tragicznych i granicznych wydarzeń, jak Zbiorowa Śmierć tych, których roztrzaskane na szczątki ciała spadły na Ziemię w pobliżu Katynia. Czy nie warto pomyśleć, dokąd uniosły się  wyzwolone z nich Dusze naszych rodaków?

I dlaczego akurat one zostały wybrane i powołane Gdzie Indziej w ten kwietniowy poranek, pod złą datą 12 kwietnia?

Reklamy

Komentarze 3

Subscribe to comments with RSS.

  1. signe said, on 18 kwietnia 2010 at 22:31

    bardzo uważnie przeczytałam i rozumiem odróżnienia uczuć i emocji, i to, co się dzieje w związku z przeżywaniem tak potężnych emocji na tak wielką skalę, jest mi bliskie całe Pani rozumowanie – prócz ostatniego zdania=pytania, i żałuję, że nie ma odpowiedzi, chyba, że to pytanie jest zarazem odpowiedzią: że te Dusze zostały wybrane i powołane…
    ja się niepokoję słowem „dlaczego” zadawanym w tak pełnej symboli sytuacji, bo to jest miejsce, gdzie rozwarstwiają się interpretacje i trzeba po prostu przyjąć do wiadomości mnóstwo cudzych i mieć swoje, ale też „dlaczego” w sprawach duchowych używam z wielką ostrożnością, bo to może jednak wiedzieć niekoniecznie człowiek…
    przepraszam, że takie rzeczy podnoszę i to bez znajomości filozofii, ale artykuł dużo mi mówi, a pytanie niepokoi…
    pozdrawiam

  2. J. Mizińska said, on 20 kwietnia 2010 at 11:33

    Odpowiedź dla Pana SINGE, który pyta mnie o „DLACZEGO”

    19 kwietnia 2010
    Drogi Panie,
    Bardzo dziękuję za przyjazną, wnikliwą i bardzo subtelna wypowiedz. Właściwie Pan sam odpowiedział sobie na niepokojące nas oboje pytanie.
    Tak, w sprawach Ducha, które rozgrywają się na poziomie Transcendencji, to jest Ponad nami, Ponad naszymi przyrodzonymi władzami poznawczymi, skazani jesteśmy jedynie na domniemania i domysły. Na intuicje, poczucia, przeczucia. Poruszamy się tam po omacku, ale nie bez jakiegoś choćby niedokładnego kompasu.
    Karl Jaspers mówi o istnieniu Szyfrów Transcendencji. W wolnym tłumaczeniu chodzi o to, że Siła Wyższa (Bóg?) daje człowiekowi znaki i wskazówki, umożliwiające mu dostęp do Jego zamysłów. Rzecz w tym, że nie są one jasne, nie są jednoznaczne. Wyobraźni, wrażliwości, dociekliwości każdej osoby poszukującej klucza do szyfru, pozostawiona jest szansa na dociekanie sensów znaków. Przy tym, według Jaspera. Wszystko jest szyfrem, a każdy po swojemu może – i powinien – starać się je odczytać na własny użytek. Nie musimy, wręcz nie powinniśmy starać się ujednolicić tych znaczeń.
    To tak, jak z poezją, każdy czytelnik i miłośnik ma prawo interpretować ją przez pryzmat własnych odczuć i wiedzy. Bóg jest Poetą Największym. Nie zawsze pisze poezję liryczną, czasem też może i treny, pieśni żałobne. Dla pełni ludzkiego życia warto poznać wszystkie gatunki…
    I jeszcze jedno, z czym też Pan zapewne się zgodzi. Oprócz Zagadek, istnieją Tajemnice. Te ostatnie nieprzenikliwe dla ludzkiego rozumu. Mądrość – w przeciwieństwie do wiedzy, zasadza się na szacunku dla Tajemnicy, Kiedyś ją poznamy, gdy już będziemy mogli z nią obcować twarzą w twarz… Tymczasem widzimy „jakoby w zwierciadle”. Nie wiem, czy warto się spieszyć do tego ostatecznego, pełnego poznania…
    Serdecznie Pana pozdrawiam.
    J. Mizińska

  3. signe said, on 28 kwietnia 2010 at 11:46

    Dziękuję Pani bardzo za odpowiedź, tak, odróżniam Zagadki i Tajemnice, szanuję Tajemnice, zwłaszcza, że dobrze się czuje, jak wielka jest to różnica; w śmierci to się okazuje najbardziej radykalnie i nawet w pobliżu śmierci, i teraz musi wystarczyć widzenie „jakby w zwierciadle”.
    Jednak te szyfry, o jakich mówi Jaspers są, i można się nimi posługiwać, a każdy to sobie nazywa inaczej. Jednoznaczności być tu nie może, poezja jest wystarczającym dla mnie przykładem.
    Dziękuję jeszcze raz. Znowu zaglądam na tę stronę, aby trochę zwolnić bieganie z myślami, a po prostu je przez chwilę mieć.
    I okazuje się, że mój pseudonim myli, bo jestem kobietą:)
    Mam tu swój blog.
    pozdrawiam Panią


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: