Homo Inquietus

Czy stawać koniecznie do każdego Przetargu? Na temat dobra i zła dyskusji ciąg dalszy.

Posted in Czytelnia, Jadwiga Mizińska, Organizacja, Osoby związane z Fundacją by staniszewski on 11 lutego 2010

Dziękujemy serdecznie wszystkim osobom wyrażającym chęć wspierania projektów Fundacji Homo Inquietus.
Poprzedni wywiad z profesor Jadwigą Mizińską spotkał się z dużym zainteresowaniem. Swoją refleksją podzielił się z nami Mikołaj Dragović.
Poniżej jego przemyślenia, a w nawiązaniu do nich wypowiedź prof. Mizińskiej.
W imieniu całego Zespołu Fundacji zapraszam do lektury i udziału w tej dyskusji.
Marek Staniszewski

Mikołaj Dragović

Z zainteresowaniem przeczytałem wywiad z profesor Jadwigą Mizińska o dobru i złu. Jako ateista szczególną wagę przypisuję zapoznawaniu się z punktem widzenia osób wierzących – każdy z nas bez wiedzy o podstawach obcych nam poglądów w najlepszym razie jest ignorantem, w najgorszym fundamentalistą:).

Nawiązując do wywiadu wydaje mi się, że teologiczne (chrześcijańskie, judaistyczne i islamskie) podejście do kwestii dobra i zła unika odpowiedzi na podstawowe zagadnienie: czym jest dobro i zło i czy taka dychotomia w ogóle ma sens. Wolność człowieka, we wszystkich religiach „pustynnych”, sprowadza się wyłącznie do tego, że może on być posłuszny/zbawiony (a więc postępuje według przykazań dobra) albo nieposłuszny/potępiony (postępuje wbrew przykazaniom dobra). Człowiek nie jest więc wolny w definiowaniu dobra i zła. Tylko Bóg decyduje o tym co jest dobre a co złe.

Jako ateista mam jednak swobodę zadania szerszego pytania:) Mniej interesuje mnie „czy Diabeł może być zbawiony?” a bardziej „czy w ogóle jest zły?” i „co to w ogóle znaczy”?

Profesor Jadwiga Mizińska za Barbarą Skargą twierdzi, że „papierkiem lakmusowym” zła jest „cierpienie na Twarzy Innego”. Postuluje by „nie czynić innemu co Tobie niemiłe”. Jak naiwny jest ten wzór postępowania pokazuje codzienne życie: wygrywając przetarg powoduję „cierpienie na Twarzy Innego” – mojego konkurenta. Czy czynię więc zło? Czy powinienem nie starać się o wygranie, bo to konkurentowi będzie niemiłe?

Dobro i zło wymyka się definicji z prostej przyczyny – świat jest zbyt złożony by dać się sklasyfikować w tak proste podziały. Podaję przykładowe problemy:

Czy nasze postępowanie powinno być oceniane na podstawie naszych intencji czy skutków działań? Czy zło popełnione dzisiaj w imię dobra jutrzejszego jest wciąż złem? (w czasie II Wojny Światowej Churchill nie powstrzymał bombardowania jednego angielskich miast aby nie zdradzić Niemcom, że Enigma została złamana). Czy dobro wywołujące zło (np. szczerość wobec okupanta) jest wciąż dobrem? Jeśli nie jest, to kto wytycza granice szczerości (dobra) i z czego one wynikają?

Wydaje mi się, że najbliżej odpowiedzi byli sofiści.

Może nie w skrajnej postaci jaką prezentował Gorgiasz, który głosił etykę sytuacyjną (nawet w ramach jednostki ludzkiej nie występuje absolutyzm moralny) czy Krystiasz, który uważał, że dobro to wymysł słabych by bronić się przed silnymi. Ale w wersji, którą prezentował Protagoras – człowiek jest miarą wszechrzeczy. A więc również miarą dobra i zła.

Od konkretnej sytuacji więc, historii, kultury, precedensu, środowiska życia, obyczaju, cech charakteru czy choćby maksymalizacji zagregowanej korzyści społecznej zależy jak ten Diabeł wygląda:) A że istnieje z konieczności to nie ulega wątpliwości. Bez białego nie ma czarnego, a bez tezy – antytezy.

Jadwiga Mizińska

Drogi Panie Mikołaju!
Ogromnie jestem Panu wdzięczna za polemiczny glos w kwestii Dobro- Zło, Od razu oświadczam, że nie miałam zamiaru występować w tej sprawie ani z ambony, ani z katedry. Nie uzurpuję sobie niemniejszych praw do posiadania na ten temat prawy ostatecznej, a co najwyżej cząstkową, moją własną, której także nie pragnę komukolwiek narzucić. Co najwyżej – pozastanawiać się nad czymś, z czym przez kilka tysiącleci nikt nie zdołał się uporać. Niezależnie od tego, jaką przyjmował pozycję; osoby wierzącej, niewierzącej. sceptycznej czy agnostycznej.

Mimo, że z góry wiadomo, iż nikt nikogo nie przekona, ani nie „nawróci”, wolno i warto „częstować” się nawzajem swoimi przemyśleniami.
Na pozór wierzący zdają się być w bardziej luksusowej sytuacji; mają swoje dogmaty, prawdy wiary, dekalogi z przykazaniami i zakazami. Dobre byłoby wówczas to, co przez nie nakazywane., złe natomiast – to co zakazywane. Niestety, Dekalog jest tak ogólny ( ogólnikowy?), że w konkretnych sytuacjach, przed którymi stajemy i z którymi się zmagamy, jego przykazania dają nam jedynie .,.. wytyczne. Są one niby drogowskazy, na których czytamy „Do Pieklą” w lewo., „Do Nieba” w prawo. Ale dokładnej trasy nie podają, Jest naszym własnym ryzykiem, czy pójdziemy po prostej, czy zygzakiem. Poza tym, jako że ziemia jest okrągła, udając się w prawo, możemy spotkać się w połowie drogi z tym, który poszedł w lewo.

Przytoczył Pan przykład zachowania Churchilla… Kto jest w stanie obliczyć i osądzić, czy jego decyzja przyniosła więcej złego czy dobrego ( i dla kogo?)
Ale i zwyczajni ludzie w codziennych okolicznościach popadają w podobne tarapaty,. Sądząc, że czynią dobrze – i mając takie intencje- mogą spowodować mnóstwo zła. Banalny, choć dramatyczny, przykład. Wiem, że moja przyjaciółka jest zdradzana przez męża. Powiedzieć jej o tym ? Będzie cierpiała natychmiast. Nie powiedzieć? Będzie cierpiała nieco później – bo dowie się skądinąd, w dodatku zarzuci mi zatajenie prawdy.

Nigdy nie wiemy co czynimy. Nawet jak jesteśmy pewni swego. Bo każdy nasz czyn, ale też zaniechanie, oprócz widocznych od razu, ma też skutki odległe i nie ogarnialne ludzkim słabym wzrokiem, zdawał sobie z tego sprawę Chrystus, gdy na Krzyżu, podczas najstraszliwszych męczarni, ułaskawiał swoich oprawców tymi właśnie słowami : „Albowiem nie wiedzą, co czynią”.

Dlatego też uważam, że nie wolno pochopnie oceniać, a już zwłaszcza potępiać ani cudzych, ani własnych postępków.
W słynnym opowiadaniu Sartre a „Mur”, jego bohater, aby zmylić prześladowców poszukujących ofiary, podaje im fałszywą wskazówkę, że ukryła się ona na cmentarzu, W swoim pojęciu wywiódł ich w pole, bo to jego zdaniem było najbardziej nieprawdopodobne miejsce. Ale Niemcy poszli tym tropem i w jednym z grobowców znaleźli poszukiwanego…
To miała być dydaktyczna lekcja egzystencjalizmu, który uznał, że „nie ma żadnych znaków na niebie i ziemi”, a wobec tego, cokolwiek uczynimy, skutki zaprzeczą naszym zamiarom. Bo światem rządzi Absurd. Coś gorszego nawet od Chaosu.

Dekalog stanowi jakiś jednak ratunek przed tym poniżającym poczuciem aksjologicznej niemocy. Ale nie może nas wyręczać od podejmowania ryzyka. Słusznie, bo jego Autor był też stwórcą człowieka, .którego wyposażył w to , co miał najlepszego: rozum i wolną wolę. A także – w ciekawość, ochotę do eksperymentów i z tym związanego ryzyka.
Zgadzam się z panem, ze nie ma rzeczy jednoznacznie złych, ani tez jednoznacznie dobrych. Uważam, że tak jest dobrze i ciekawie. Dyby świat przypominał szachownicę z czarnymi i białymi pionkami ( i polami) w ogóle zbędna byłaby moralność. Poruszalibyśmy się w nim jak automaty. Planując taki niejednoznaczny świat, Stwórca nie zapomniał, prócz Dekalogu, wyposażyć nas też w sumienia. To taki przedziwny instrument, który – nie czekając na Sąd Ostateczny, ani nawet na osąd innych ludzi, z miejsca wymierza nam kary- np. niespokojnego snu. Nie trzeba być wierzącym w Transcendencję- jakiekolwiek byłoby jej imię- żeby podlegać tej intymnej instancji.

Z moich obserwacji i doświadczeń wynika zresztą, ze osoby ogłaszające się publicznie ateistami, bywają często szlachetniejsze od gorliwie „praktykujących”. Miałam szczęście znać osobiście filozofów – ateistów i agnostyków: profesorów; Barbarę Skargę, Helenę Einstein, Władyslawa Krajewskiego, a z czytania Leszka Kołakowskiego . Deklarowali się jako niewierzący ( w Boga) a byli ludźmi uczciwymi, szlachetnymi, dobrymi po prostu!

Przypuszczam, ze dla samego Pana Boga wiara- niewiara jest bez specjalnego znaczenia. Nie zagląda do wymyślanych przez ludzi rubryk., ale ma wgląd w ich serca . A nade wszystko – postępki. Jeśli bowiem ktoś kieruje się względem na Drugiego, stara się być mu życzliwy i pomocny , to chcąc nie chcąc spełnia Przykazanie Przykazań: „abyście się wzajemnie miłowali”

Zarzuca mi Pan naiwność. I z tym się zgadzam. Jestem i chcę być naiwna, W tym sensie, jak Dziecko z bajki Andersena, który widząc cesarza, podziwianego przez cały dwór za piękne szaty, wrzasnęło: „Król jest nagi!’

A teraz najtrudniejszy wątek: straszliwa łamigłówka dla waszego pokolenia, które samo o sobie mówi, ze uprawia „wyścig szczurów’ w drodze do „sukcesu”. Kto się z niego wyłączy, albo będzie obciążony nadmiarem skrupułów, odpadnie z wyścigu, „przegra przetarg”, wypadnie z rynku itp.

Mój Boże, jak mi was żal… Że macie takie tylko trywialne strachy. I że boicie się nie o życie (jak pokolenie wojenne), nie o wolność ( jak pokolenie czasów stalinowskich), nie o przetrwanie w sensie biologicznym, bo instytucje socjalne nikomu nie pozwolą umrzeć z głosu. Boicie się , by was nikt nie wyprzedził w biegu do Sukcesu, który jest przecież fantomem. Idolem, czyli bożkiem fałszywym. Wydrążonym w środku, albo uczynionym z plastiku.

Osoby, które go osiągnęły, są nierzadko bardziej nieszczęśliwe, niż przegrani, Taki na przykład Michał Wiśniewski, wczoraj na topie, dziś pod czarna kreską. Po drodze wyprzedał wszystko; rodzinę, biografie, sprawy intymne – przestał być interesujący dla Molocha telewizji. Kiedy rozległy się złowrogie wieści o kryzysie ekonomicznym, samobójstwa popełniali nie kloszardzi, ale miliarderzy.

Więc może warto spojrzeć z boku i chwilę się zastanowić, czy koniecznie stawać do każdego Przetargu.
Owszem, umiera się z długotrwałego głodu, ale też z przejedzenia. A już najgorszy jest wewnętrzny przesyt, Śmierć z nudy i z nudności. ( przypominam film „Wielkie żarcie”).
Mój Chrystus wolał ubogich, niż bogaczy, którym trudno się przepchnąć do Królestwa Niebieskiego prze Igielne Ucho. Ale Pan zapewne znowu mi zarzuci, że jestem niedzisiejsza i naiwna. Z naiwności już się tłumaczyłam. A co do „zacofania”, to powiem tylko tyle, ze zdążyłam przeżyć kilka ustrojów, obecny liberalizm jest kolejnym, i tez doraźnym, mam nadzieję, w stadium kocowym. Każdy nowy strój zaczyna od rozliczania starego. Po upadku komunizmu i nastaniu Soliarności, Czeczot zamieścił w „Polityce’ rysunek. Malżonka o obfitych kształtach rzuca się na szyję mężowi z okrzykiem: „Stefan, jak dobrze żeśmy nie kradli!”

Ten satyryczny obrazek potwierdza Przykazanie Kołakowskiego: „kiedy nie wiadomo, jak się zachować, warto zachować się przyzwoicie”.
Mam nadzieję, że ta zasada jest ponad wyznaniowa. Ale co znaczy „przyzwoicie”? To nam podpowie osobisty Anioł Stróż. Każdemu na ucho. Tylko Diabeł głośno reklamuje swój kramik z gadżetami.

Serdecznie Pana pozdrawiam. Zapraszam do lektury mojej ksiązki „Wina i wybaczenie”, gdzie obszerniej staram się wyłożyć mój pogląd na relacje zło- dobro, Jej podtytuł brzmi: „Jak możliwa jest przemiana zła w dobro”.

Reklamy

Komentarze 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. Mikołaj Dragović said, on 15 lutego 2010 at 02:27

    Szanowna Pani Profesor,

    Bardzo dziękuję za odpowiedź! Szczerze mówiąc nie spodziewałem się jej, tak często mam możliwość komentowania, a tak rzadko dyskutowania z autorytetami… Przyznam się szczerze, że pisze się o wiele ciężej wiedząc, że ktoś może na to odpowiedzieć! A przecież, w gruncie rzeczy niewiele nas różni, może czasem nomenklatura…:)

    Jeszcze tylko trzy myśli ode mnie.

    Relatywizm moralny jest często posądzany o przyzwolenie na zło, ale wydaje mi się, że jest zupełnie odwrotnie. Wynika z niego przecież świadomość braku jednej uniwersalnej prawdy, a to w końcu podstawowy element tolerancji. Philip Zimbardo w swoim słynnym eksperymencie więziennym, czy Stanley Miligram w równie słynnym eksperymencie nad posłuszeństwem udowodnili, że w każdym z nas tkwi potencjalny zbrodniarz niezależnie od tego jak silny jest nasz kręgosłup moralny, i jak bardzo jesteśmy go pewni. Taka świadomość to pokora, zwiększona czujność w stosunku do samego siebie.

    Pisze Pani, że Dekalog jest ogólnikowy. Ale ta jego ogólnikowość to moim zdaniem jego główna zaleta:) Nie tylko dlatego, że rzeczywiście daje pewną elastyczność w tworzeniu własnego systemu moralnego (choć w niewielkim stopniu). Ale przede wszystkim dlatego, że według mnie jego główną rolą wcale nie jest komunikowanie konkretnych praw! Mogło być ich piętnaście, mogło być pięć. Jego rolą i wielką zasługą jest raczej dawanie ludziom poczucia niezmienności, stabilności, istnienia pewnych uniwersalnych zasad scalających społeczeństwo w tym dzikim świecie. Choć z punktu widzenia człowieka w ogóle dobro i zło może być relatywne, to na pewno takie nie jest z punktu widzenia społeczeństwa – jego stabilności, bezpieczeństwa i dobrobytu.

    Poruszyła też Pani kwestię mojego pokolenia. To strasznie ciekawy temat:) Nie do końca podzielam Pani obawy. Myślę, że zachłyśnięcie się nowymi możliwościami minie szybciej niż minęły dwie dekady nowej Polski. Brak wielkich tragedii, czy wroga, rzeczywiście można traktować nie tylko jako szczęście ale w pewnym sensie również jako nasz problem (czym tu się „ważnym” zająć?). Z drugiej jednak strony, bylibyśmy narodem dosyć prymitywnym, gdyby naszą aktywność intelektualną i artystyczną można było rozbudzać tylko wojną, opresją i głodem. Potraktujmy brak wielkich tematów jako wyzwanie:)

    Jeszcze raz bardzo dziękuję za Pani czas!

    Pozdrawiam całkiem szczęśliwy,

    Mikołaj Dragović

    • Jadwiga Mizińska said, on 17 lutego 2010 at 21:41

      Drogi Panie Mikołaju!
      Właśnie: tak jak Pan powiedział, myśli się „ciężej’ pisząc do konkretnej osoby, ten „ciężar” do odpowiedzialność za Słowo. Dlatego, gdy coś piszę z myślą o publikacji, staram się wyobrazić Czytelnika. Jego reakcje, ewentualne rozdrażnienie- ważne by kogoś poruszały nasze wypowiedzi, Bo, jak to zabawnie stwierdził Herbert w „Panu Cogito”, myśli dzielą się na „stojące” i „chodzące. Te pierwsze przypisuje się tzw. autorytetom. Kończą się one wykrzyknikiem, odbierającym chęć do polemiki. Myśli „chodzące” aż się napraszają, żeby kogoś zaczepić, i w utarczce, albo nawet walce, zmierzyć się z odmiennymi, pogimnastykować się, sprawdzić czy ktoś inny na ten sam przedmiot nie spojrzy z innej strony i nie odsłoni nowego widoku.
      Pisze Pan o moralnym relatywizmie, który jest taką samą pułapką jak fundamentalizm. Ale możliwe jest jeszcze trzecie wyjście- relacjonizm. Polega on na chęci i próbie „relacjonowania”: kto , pod wpływem czego myśli w dany sposób, odmienny od mojego. Wtedy pojawia się szansa wyjścia ponad „rozwiązania siłowe”; odrzucania, czy potępiania przeciwstawnego mi stanowiska. Gombrowicz pisał, że „Hitlera trzeba połknąć”, Bardzo mi to odpowiada, a Panu chyba też, skoro powołuje się Pan na badania, z których wynika, ze wszyscy jesteśmy potencjalnymi zbrodniarzami. Od siebie dodam, że i potencjalnymi świętymi! (zwłaszcza jak się nosi takie imię: Mikołaj – rozdający prezenty wszystkim, również niegrzecznym dzieciom).
      „Pokora, zwiększona czujność wobec siebie” . Tak! Ale, z drugiej strony rozwój moralny i duchowy, to także szaleństwo podejmowania ryzyka! Przypuszczam, ze Pan Bóg nudziłby się nieco, gdybyśmy wszyscy (a jest nas już chyba ze sześć miliardów) mieli piątki ze sprawowania. Zawsze mnie zadziwiało, że pierwsi ludzie urodzeni już na Wygnaniu, Abel i Kain, rozpoczęli naszą historię od bratobójstwa. Ale jeszcze bardziej zastanawia to, że Jahwe zakazał zlinczowania Kaina. Wypalił mu jedynie znak na czole i to nie wiadomo jaki. Może więc mu trochę współczuł? Może miał wyrzuty boskiego sumienia, że nierówno potraktował ich ofiary? Widocznie i On nie jest jako Ojciec bez wad? Albo, jeszcze inaczej, w swej wszechogarniającej mądrości uznał, że ważniejsza od równości i sprawiedliwości jest wartość dynamiki, a w tym celu musi zaistnieć różnica potencjałów. Także – moralnych?
      Ciekawym byłoby zbudować taki język, w którym obydwa „ciężkie” słowa; Dobro i Zło zostałyby zabronione. Sądzę, ze wtedy musielibyśmy się wysilić na bardziej elastyczne, bardziej opisujące niż oceniające myślenie. Ale można posunąć się dalej i powykreślać inne słowa – etykietki: piękny – brzydki, mądry- głupi,
      W istocie taki język istnieje, posługuję się nim wielcy pisarze i poeci. Dostojewski nie oceniał nikogo, a jedynie przedstawiał zachowania postępki swoich bohaterów. A tak samo Szekspir czy… proszę wstawić własnych ukochanych autorów.
      Bo ostatecznie chodzi o zrozumienie, a nie prymitywną laurkę bądź naganę. Białe-czarne, to dobre w klasycznych westernach (ten dualizm jest pochodną pouczanie maleńkiego dziecka: to jest be, a tamto cacy!
      Wracając do Dekalogu: Chrystus streścił go do jednego przykazania: Miłości, a święty Augustyn machnął świętą ręką i rzekł: „Kochaj i rób co chcesz!”. Zatem to nie zło-dobro, ale Miłość jest najlepszym regulatorem i gwarantem wspólnoty. A ona nie podlega relatywizacji: jest albo jej nie ma.
      I ostatnia sprawa: „waszego pokolenia”. Ono jest też moje: mam rodzoną córkę w tym wieku, dziesiątki wychowanków, studentów, doktorantów, przyjaciół, „przyszywanych dzieci”. I bardzo mi się podobacie, bo jesteście od nas odważniejsi, znacie biegle „obce” nam języki, nie obawiacie się udać na rozmaite odyseje, znacie się na komputerach, orientujecie się w ekonomicznych i politycznych zawiłościach świata. Kochacie zwierzęta i rośliny (czasem bardziej niż ludzi), troszczycie się o cały glob… To nie koniec, a początek waszych nad nami przewag.
      No i jeszcze niekiedy chcecie z nami rozmawiać, a nawet słuchać piosenek z naszej młodości. To fakt, że były bardziej melodyjne, wiodły przez Krainę Łagodności. Nie dajcie się jednak tym za bardzo oczarować. Gdyśmy byli w waszym wieku, nasi rodzice też narzekali: „Ach ta współczesna młodzież!” Bananowa albo rozwydrzona.
      A przecież jesteśmy, Ludzkość, sporą, wielopokoleniową Rodziną.
      Jak pisał Tołstoj w „Wojnie i pokoju”: wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne” (w domyśle: nudne). Postarajmy się zatem, żeby przyszli Dostojewscy, Tołstoje, Szekspirowie mieli materiał do pasjonujących powieści, opowieści o tym, na ile sposobów może się przejawiać i objawiać człowieczeństwo.
      P.S. I. A dlaczego, młodzi, zamiast „trudno” mówicie „ciężko”? Trudności podniecają, ciężary przytłaczają.
      P.S. II. Chętnie zaprosiłabym Pana, Mikołaju, na rozmową face-to-face, w gronie moich starych i młodych przyjaciół.

      Jadwiga Mizińska
      17, 02, 2010.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: